Porozmawiajmy przez chwilę o bezpieczeństwie prywatyzacji energetyki. Panie ministrze, czy bezpiecznie jest sprzedawać Niemcom energetykę? Czy bezpiecznie jest prywatyzować? Takie pomysły przecież pojawiały się, np. prywatyzacja przemysłu rafineryjnego przy pomocy Rosjan. Czy w ogóle nie ma jakiegoś strasznego zamieszania w tych wszystkich sprawach? Czy nie mieszamy geopolityki do biznesu?
Ireneusz Sitarski, wiceminister skarbu państwa: - Myślę, że powstało takie zamieszanie, które trochę dezinformuje społeczeństwo. Trzeba powiedzieć, że jeśli chodzi o prywatyzację i bezpieczeństwo energetyczne (...), to ładnych parę lat temu parlament przyjął ustawę Prawo energetyczne, które ukierunkowało (...) to, co będzie się działo w sektorze energetycznym. I tak naprawdę wtedy zdecydowano, że w przyszłości (...) ten sektor również będzie prywatyzowany. (...) Na podstawie tej ustawy powstał Urząd Regulacji Energetyki. Funkcjonuje on już ponad pięć lat. Jego zadaniem jest właśnie pilnować tego, co się dzieje w tym sektorze, a to, kto jest właścicielem firmy, tak naprawdę z punktu widzenia regulacyjnego nie jest aż tak istotne i ważne. Po to stworzono te regulacje, żeby oczywiście chronić obywatela przed nadmiernymi wzrostami (cen - red.)
Wiesław Walendziak, przewodniczący sejmowej Komisji Skarbu (PiS) - Tak to jest w niektórych, nawet bardzo dużych stolicach europejskich, że firmy spoza danego kraju prywatyzują sieci dystrybucyjne. Tak jest na przykład w Berlinie. Tam największą sieć dystrybucyjną, właściwie jedyną, sprywatyzowali Szwedzi, a w Londynie zrobili to Francuzi. Więc w samym procesie prywatyzacyjnym nic złego nie ma - pod warunkiem że jest on zakotwiczony w polityce energetycznej państwa, że ta decyzja jest przemyślana przez rząd w dłuższej perspektywie. I na tym polega, jak mi się wydaje, pewna kontrowersja.
Mówi Pan zagadkowo.
W.W. - Zmierzam do konkluzji. Kiedy w poprzedniej kadencji, za poprzedniego rządu, prywatyzowano taką sieć dystrybucyjną - Górnośląski Zakład Energetyczny - wówczas posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej wyrażali daleko idący sceptycyzm, mówiąc "najpierw trzeba prywatyzować elektrownie, potem sieci dystrybucji". Myślę, że wtedy mieli rację i dzisiaj to samo można by powtórzyć. Na ten temat rozmawialiśmy z rządem w parlamencie przez kilka miesięcy, nawet swego czasu Komisja Skarbu stosowny dezyderat przygotowała, mówiąc jednoznacznie "najpierw prywatyzacja elektrowni, potem sieci dystrybucyjnych".