- Wraz z przystąpieniem do Unii polskie firmy czeka wzrost nakładów
inwestycyjnych. Jeśli będą to robiły w oparciu o własne środki - nie uda im się - ocenia Eugeniusz Gostomski z Gdańskiej Akademii Bankowej. Tymczasem, im mniejsza firma, tym gorzej z pozyskiwaniem zewnętrznego kapitału. Według E. Gostomskiego, ok. 26% polskich mikroprzedsiębiorstw - czyli takich, które zatrudniają maksimum 5 osób - skorzystało z gospodarczych kredytów bankowych na sfinansowanie swoich inwestycji. Właściciele aż 40% takich firm pożyczają na ten cel pieniądze od krewnych i znajomych. Bieżącą działalność 80% mikroprzedsiębiorstw opłaca z własnych środków. Tego typu firmy nie są wymarzonym klientem banków. Udzielenie im kredytu wiąże się z dużym ryzykiem. Zdaniem eksperta GAB, wynika to z niskich kapitałów własnych firm, braku majątku, który mógłby stanowić zabezpieczenie, niedoświadczonej kadry zarządzającej i niedostatecznej historii kredytowej.
Podobne problemy, choć w nieco mniejszej skali, mają małe i średnie firmy (zatrudniające do 250 pracowników). Pożyczki od przyjaciół nie mają już dla nich tak dużego znaczenia - to źródło finansowania ok. 4% inwestycji. Dużą rolę odgrywają środki własne, po które sięga 55% przedsiębiorstw. Według danych Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, sektor nie szuka kapitału w zagranicznych bankach, nie interesują go również fundusze venture capital, poza zasięgiem jest rynek akcji i pieniężny. - Papiery wartościowe mają małe znaczenie ze względu na kondycję MSP. Zazwyczaj osiągają one słabe wyniki. Poza tym prowadzą uproszczoną rachunkowość - ocenia Marta Penczar z IBnGR. W ub.r. pieniądze pozyskane w wyniku publicznych emisji akcji i obligacji miały zaledwie 0,4-proc. udział w finansowaniu inwestycji sektora.
Na krajowym rynku kredytowym największą barierą są nadal wysokie stopy procentowe. Wskazuje na nią ponad jedna piąta firm. Przedsiębiorcom przeszkadzają także skomplikowane procedury bankowe (wymieniło je 14,6% badanych przez IBnGR) i wysokie wymagania dotyczące zabezpieczeń (14,1%).