Reklama

Banki nie dają za wygraną

Oprocentowanie lokat i rachunków bankowych spada. Wiele wskazuje na to, że ten trend się utrzyma. Efekt - coraz niechętniej zanosimy pieniądze do banku. Teraz szybko rosną aktywa funduszy inwestycyjnych. Dobrze sprzedają się też obligacje skarbowe. Banki nie zamierzają jednak biernie się temu przyglądać.

Publikacja: 30.10.2002 08:53

Do tej pory lokowaliśmy nasze pieniądze głównie w bankach. Z danych zaprezentowanych niedawno przez Pekao wynika, że pod koniec 2001 r. ponad 83% naszych oszczędności spoczywało na lokatach, około 9% zainwestowaliśmy w papiery wartościowe, 3,8% w ubezpieczenia na życie i 3,6% w fundusze powiernicze.

Jest co najmniej kilka powodów, dla których struktura oszczędności wygląda w ten sposób. Rynek kapitałowy, w szczególności giełda, funkcjonuje w Polsce stosunkowo krótko. Ani jego znajomość, ani popularność, nie są zbyt duże. Podobnie rzecz się ma z funduszami inwestycyjnymi - z tym, że systematycznie i coraz lepiej torują sobie one drogę do szerokiego grona klientów. Jeszcze niedawno oprocentowanie lokat terminowych i obligacji skarbowych sięgało kilkunastu procent. W tej sytuacji były to nie tylko inwestycje bezpieczne, ale i atrakcyjne pod względem dochodu, jaki przynosiły.

Ale sytuacja się zmienia. Pod koniec ubiegłego roku wprowadzono 20-procentowy podatek od zysków z oszczędności. Objął on m.in. odsetki od lokat bankowych i od obligacji. Wywołało to potężną falę ucieczki przed fiskusem - zrywanie lokat i zakładanie ich od nowa, tyle że na dłuższy czas. Wreszcie gigantycznego napływu nowych środków doczekały się fundusze. Był to moment przełomowy, jeśli chodzi o zmianę preferencji oszczędzających.

Do tego doszło spowolnienie gospodarcze i spadek inflacji. Rada Polityki Pieniężnej tnie stopy procentowe. Ostatnio - 23 października. W ślad za tym spada oprocentowanie rachunków i lokat bankowych.

- Takie wydarzenia, jak wprowadzenie podatku czy spadek stóp procentowych, zawsze skłaniają inwestorów do szukania nowych możliwości, sięgania po nowe produkty. Tak się stało również w Polsce - ocenia Mirosław Panek, prezes ING Investment Management.

Reklama
Reklama

O tym, że sytuacja nie jest łatwa dla banków, świadczy fakt, że w październiku wystąpiło załamanie na rynku depozytów złotowych. Według badań Pentora, po raz pierwszy w historii, odsetek placówek, w których depozyty złotowe malały, przewyższył liczbę tych, w których rosły. Dotyczy to zarówno rachunków bieżących, jak i terminowych. Prognozy także nie są dobre - spada liczba placówek bankowych, które spodziewają się wzrostu lokat.

Pieniędzy będzie więcej

Mocniejszy wzrost gospodarczy i zwiększenie się naszych dochodów spowodują, iż oszczędności będą rosnąć. Na razie, jak wynika z danych Pekao, jesteśmy daleko za krajami Unii Europejskiej, do której aspirujemy. W Polsce średnie aktywa finansowe na osobę wynoszą 1,5 tys. USD, podczas gdy w Hiszpanii ponad 17 tys. USD, w Niemczech prawie 30 tys. USD, a w Wielkiej Brytanii niemal 59 tys. USD.

Tylko, czy będziemy oszczędzać w banku, skoro oprocentowanie jest tam coraz niższe? W głównych bankach komercyjnych sięga ostatnio, w przypadku depozytów rocznych, 3-4%.

(Nie)bezpieczne fundusze

Coraz silniejszą konkurencją dla banków stają się fundusze inwestycyjne. Choć może słowo konkurencja nie jest zbyt właściwe, ponieważ banki są udziałowcami towarzystw zarządzających funduszami, pośredniczą w sprzedaży jednostek i promują produkty TFI.

Reklama
Reklama

W listopadzie ub.r., kiedy inwestorzy gorączkowo szukali możliwości ucieczki przed podatkiem od oszczędności, fundusze przeżyły okres najszybszego rozwoju od początku działalności w Polsce - niemal podwoiły wartość aktywów powierzonych im w zarządzanie. W następnych miesiącach nie było już tak dobrze, co nie znaczy, że było źle. Aktywa nadal rosną w niezłym tempie - tylko we wrześniu zwiększyły się prawie o 1 mld zł i sięgnęły 17,5 mld zł.Ucieczka przed podatkiem

Konkurencją dla lokat są w tym roku, oprócz dostępnych wcześniej produktów, fundusze antypodatkowe. Do tej pory zebrały około 900 mln zł. Oferują one certyfikaty w ramach ofert publicznych (później handel nimi odbywa się na giełdzie). Ich sprzedaż na GPW do końca 2003 r., czyli do wygaśnięcia ulgi podatkowej obejmującej zyski giełdowe, chroni przed fiskusem. Aby zapewnić wszystkim właścicielom certyfikatów możliwość zamknięcia inwestycji w odpowiednim momencie, towarzystwa zarządzające funduszami gwarantują wykup certyfikatów przed końcem 2003 r. W tej sprawie dogadują się z bankami.

Kolejny atak na depozyty

Uciekając przed podatkiem Belki, inwestorzy decydowali się na różne rozwiązania. Wielu zostawiło pieniądze w bankach na lokatach terminowych. Najpopularniejsze z lokat - roczne - wkrótce się zakończą. I trzeba będzie sobie zadać pytanie, co zrobić z pieniędzmi. Chodzi o miliardy złotych.

Znowu do ofensywy przystępują fundusze, planując kolejne subskrypcje antypodatkowych instrumentów. Także w przyszłości przedstawiciele funduszy spodziewają się szybkiego rozwoju rynku. Prezes Mirosław Panek ocenia, że w ciągu najbliższych lat do funduszy może trafić 30 -40 mln zł z depozytów bankowych. - W przypadku wszelkich zmian prawnych, w tym podatkowych, pojawia się zainteresowanie nowymi możliwościami inwestycyjnymi. Fundusze są zaś bardzo elastyczne, stosunkowo najłatwiej zaoferować im nowe rozwiązania - mówi M. Panek. Przedstawiciele TFI wskazują też na statystyki, z których wynika, że zarówno wartość aktywów netto, jak i liczba funduszy jest w Polsce niewielka w porównaniu z innymi rozwiniętymi krajami.

Ofensywa banków

Reklama
Reklama

Banki również pamiętają, że wkrótce kończą się pierwsze lokaty antypodatkowe. Pekao, BIG--BG i BZ WBK chcą zaoferować obligacje. Inne myślą o podobnych rozwiązaniach, ale nie ujawniają szczegółów. Te, których plany są z grubsza znane, zamierzają zebrać gigantyczną, jak na nasz rynek, kwotę - w sumie 4,6 mld zł. Obligacje mają być sprzedawane w ramach ofert publicznych i odkupywane od inwestorów przed wygaśnięciem podatkowej ulgi, obejmującej zyski giełdowe. Inicjatywa może mieć bardzo duże znaczenie dla zmiany preferencji polskich inwestorów. Pojawia się bowiem konkurencja nie tylko dla tradycyjnych depozytów, ale i dla funduszy bezpiecznych, w tym antypodatkowych, oraz dla papierów skarbowych, które nie zapewniają ulgi podatkowej. Ciekawe jest również to, że produkt promuje przy okazji również rynek kapitałowy. - W przypadku obligacji oferowanych teraz przez banki warto zwrócić uwagę, że przepływ środków z lokat nastąpi w kierunku papierów wartościowych. W tej chwili jednak trudno ocenić, jak bardzo zmieni to strukturę oszczędności - mówi M. Panek.

Giełda na uboczu

Inwestycje na giełdzie nie są zagrożeniem dla bardziej tradycyjnych form oszczędzania. I jeszcze długo nie będą - oceniają specjaliści. GPW to miejsce dla tych, którzy godząc się z większym ryzykiem, liczą na wyższe zyski. A większość ciułaczy przedkłada bezpieczeństwo nad efektywność. Do tego dochodzi nieznajomość zasad rządzących rynkiem publicznym. Poza tym z giełdy wycofują się nawet ci, którzy zdobyli już na niej pewne doświadczenie. Skłaniają ich do tego spadające indeksy i kursy, coraz niższa płynność akcji i przekonanie o bezkarności giełdowych przestępstw. Nie ma też nowych, ciekawych ofert. Spółki nie wchodzą na giełdę, od kilku lat nie było też znaczącej prywatyzacji za pośrednictwem GPW. - Zainteresowanie akcjami jest wprost proporcjonalne do zachowania indeksów. Kiedyś jednak obniżka kursów dojdzie do takiego poziomu, przy którym inwestorzy zaczną zwracać uwagę na dywidendy. Nawet jeśli zapewnią one dochody równe połowie odsetek od lokat, to i tak może to zachęcić do kupowania akcji, skoro dodatkowo w grę wchodzić będzie możliwość uzyskania dodatkowych zysków z tytułu wzrostu kursu - ocenia prezes M. Panek.

Jak to wygląda gdzie indziej? Z danych Pekao wynika, że w krajach europejskich struktura oszczędności obywateli jest bardzo zróżnicowana. Najbardziej przywiązani do tradycyjnych depozytów bankowych są Hiszpanie, Anglicy najbardziej lubią ubezpieczenia życiowe, a Włosi akcje spółek giełdowych. Analitycy Pekao oceniają, że zaufanie do banków sprawi, iż udział depozytów w aktywach ludności utrzyma się na wysokim poziomie. Nie będzie on jednak tak wysoki, jak obecnie. W 2011 r. depozyty mogą stanowić 53,1% naszych aktywów. Najbardziej wzrośnie udział funduszy inwestycyjnych (25,2%), choć będziemy też kupować więcej papierów wartościowych (18,1%). Najmniej wzrośnie udział ubezpieczeń na życie. Zainteresowanie ubezpieczeniami mogłoby być nawet większe, ale tylko w sytuacji, gdyby na ich korzyść zmieniły się regulacje podatkowe. Do 2011 roku aktywa finansowe Polaków powinny wzrosnąć z ok. 200 do 700 mld złotych. I te szacunki są w gruncie rzeczy najbardziej optymistyczne. Pytanie o to, w co inwestować, jest bowiem aktualne tylko wówczas, kiedy w ogóle mamy jakieś oszczędności.

Andrzej Topiński, prezes Związku Banków Polskich:

Reklama
Reklama

Oceniając strukturę oszczędności, nie należy brać pod uwagę, moim zdaniem, zjawisk zachodzących w ostatnim roku. Boom na rynku funduszy został spowodowany zmianami podatkowymi. Sądzę, że to był impuls o charakterze przejściowym, a luki w prawie zostaną usunięte. Struktura aktywów gospodarstw domowych i firm w innych krajach europejskich jest rzeczywiście mniej "ubankowiona" niż u nas. Nie ma jednak w tej kwestii żadnego determinizmu - nie można w tej chwili powiedzieć, czy i w jakim tempie podobne procesy będą zachodziły u nas. Co do funduszy inwestycyjnych - ich rozwój zależy od efektywności inwestycji. Nikt chyba w tej chwili nie zapatruje się optymistycznie na instrumenty giełdowe. Papiery skarbowe też wielkich zysków nie będą mogły zapewnić. Rozwinąć może się zaś rynek bonów komercyjnych i listów zastawnych. Jeśli chodzi o obligacje oferowane przez banki z myślą o inwestorach chcących uniknąć podatku, to oceniam, że jest to inna forma pozyskiwania depozytów. Z punktu widzenia banku nie ma znaczenia, w jaki sposób środki są zbierane - najważniejsze, że trafiają do banku. Nie prowadzi to, w mojej ocenie, do "odbankowienia" struktury aktywów gospodarstw domowych. Zresztą podobnie sprawa wygląda w przypadku np. funduszy i firm leasingowych, należących do banków.

Robert Sobieraj, analityk, Dom Maklerski Banku Handlowego:

Moim zdaniem, zmiana struktury oszczędności to trwały proces. Wprowadzenie podatku było tylko katalizatorem pewnych zjawisk. Uważam, że główną przyczyną jest spadek stóp procentowych i obniżenie oprocentowania lokat. W efekcie np. różnica w oprocentowaniu depozytów rocznych i obligacji sięga 2-2,5 pkt. proc. Ta różnica będzie miała jeszcze większe znaczenie w przyszłości, kiedy nie będzie już można zarabiać tak dużo na zmianach cen obligacji, jak w okresie silnych obniżek stóp procentowych. Co do giełdy, ceny naszych akcji są wysokie, o czym świadczą wskaźniki rynkowe. W takiej sytuacji inwestorzy indywidualni nie są zainteresowani akcjami. Potrzeba wyraźnych wzrostów w dłuższym okresie, aby to się zmieniło.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama