Do tej pory lokowaliśmy nasze pieniądze głównie w bankach. Z danych zaprezentowanych niedawno przez Pekao wynika, że pod koniec 2001 r. ponad 83% naszych oszczędności spoczywało na lokatach, około 9% zainwestowaliśmy w papiery wartościowe, 3,8% w ubezpieczenia na życie i 3,6% w fundusze powiernicze.
Jest co najmniej kilka powodów, dla których struktura oszczędności wygląda w ten sposób. Rynek kapitałowy, w szczególności giełda, funkcjonuje w Polsce stosunkowo krótko. Ani jego znajomość, ani popularność, nie są zbyt duże. Podobnie rzecz się ma z funduszami inwestycyjnymi - z tym, że systematycznie i coraz lepiej torują sobie one drogę do szerokiego grona klientów. Jeszcze niedawno oprocentowanie lokat terminowych i obligacji skarbowych sięgało kilkunastu procent. W tej sytuacji były to nie tylko inwestycje bezpieczne, ale i atrakcyjne pod względem dochodu, jaki przynosiły.
Ale sytuacja się zmienia. Pod koniec ubiegłego roku wprowadzono 20-procentowy podatek od zysków z oszczędności. Objął on m.in. odsetki od lokat bankowych i od obligacji. Wywołało to potężną falę ucieczki przed fiskusem - zrywanie lokat i zakładanie ich od nowa, tyle że na dłuższy czas. Wreszcie gigantycznego napływu nowych środków doczekały się fundusze. Był to moment przełomowy, jeśli chodzi o zmianę preferencji oszczędzających.
Do tego doszło spowolnienie gospodarcze i spadek inflacji. Rada Polityki Pieniężnej tnie stopy procentowe. Ostatnio - 23 października. W ślad za tym spada oprocentowanie rachunków i lokat bankowych.
- Takie wydarzenia, jak wprowadzenie podatku czy spadek stóp procentowych, zawsze skłaniają inwestorów do szukania nowych możliwości, sięgania po nowe produkty. Tak się stało również w Polsce - ocenia Mirosław Panek, prezes ING Investment Management.