Rozliczenie kasowe VAT polega na tym, że podatnik płaci należność fiskusowi dopiero wtedy, gdy sam otrzyma zapłatę z tytułu wystawionej faktury. Nowe zasady obowiązują ponad miesiąc i nie dotyczą wszystkich firm, tylko tych najmniejszych. Według pomysłodawców, dzięki nowej możliwości rozliczania się z fiskusem firmy nie będą wpadać w pułapkę, w której są zmuszone do płacenia należności zanim same otrzymają zapłatę. Dzięki temu ma się poprawić kondycja finansowa tych spółek.
Zdaniem ekonomistów, z którymi rozmawialiśmy, przedsiębiorstwa o dominującej pozycji na rynku, z siecią drobnych dostawców, niechętnie zgodzą się, aby ich mali kontrahenci kasowo rozliczali VAT. Po pierwsze, podatek wpisany w "kasowe" faktury będą mogły odliczyć dopiero wówczas, gdy zapłacą za towar. Przy metodzie memoriałowej należności nie trzeba od razu płacić, za to można występować o zwrot naliczonego podatku. Po drugie, duże przedsiębiorstwa będą musiały zainwestować w modernizację systemów informatycznych, które teraz są przystosowane tylko do rozliczeń memoriałowych.
- W wielu wypadkach koszty dostosowania będą wysokie. Mamy sygnały od naszych klientów, że z tego względu będą starali się unikać kontaktów z firmami korzystającymi z metody kasowej - mówi Andrzej Kinast, prezes Potworowski Kinast Grant Thornton, firmy zajmującej się m.in. obsługą podatkową.
Małe firmy nie są zobowiązane do prowadzenia kasowych rozliczeń. Duzi odbiorcy mogą wymuszać na swoich dostawcach używanie metody memoriałowej na takiej samej zasadzie, jak stosowanie wydłużonych terminów płatności. Dostawcy godzą się na nie w obawie przed utratą klienta. - Często na zapłatę czeka się 90-120 dni - ocenia Andrzej Kinast. Według niego, kasowy VAT w takiej postaci nie spełni pokładanych w nim nadziei.
Według Richarda Mbewe, głównego ekonomisty Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej, zatory płatnicze można by zwalczać, gdyby wszyscy musieli rozliczać podatki dopiero po uiszczeniu należności. - To może być skuteczna metoda, która na dodatek poprawi płynność finansową przedsiębiorstw. Właśnie zaburzenia płynności są najczęstszą przyczyną bankructw - mówi Richard Mbewe. Jego zdaniem, przy tych rozwiązaniach, które teraz obowiązują, niewiele się zmieni. - Albo jest to tylko rządowy eksperyment, albo powstał legislacyjny bubel - uważa R. Mbewe.