Poniedziałkowa sesja miała niezbyt emocjonujący przebieg. Warszawska giełda nadrabiała zaległości we wzrostach w stosunku do rynków zachodnich (pozytywne zakończenie sesji czwartkowej i sesja piątkowa oraz silne poniedziałkowe zachowanie giełd europejskich), jednak w niezbyt przekonującym stylu. Dobre otwarcie w USA, wzmocnione o 16.00 przez lepszy od oczekiwanego odczyt wskaźnika zamówień przedsiębiorstw we wrześniu (-2,3% wobec prognoz -3%), wywołało jeszcze jedną falę wzrostów na giełdach zachodnioeuropejskich. Na nasz rynek nie miało to jednak wpływu. Test psychologicznej bariery 1200 pkt. nie powiódł się za pierwszym razem, ale myślę, że byki będą miały ku temu jeszcze przynajmniej jedną okazję.
Polaryzacja na rynku pogłębia się. Z jednej strony mamy silne trendy wzrostowe najbardziej płynnych spółek (PKN ORLEN, Telekomunikacja, Prokom, BPH PBK, ostatnio KGHM), z drugiej - konsolidujące się nadal walory firm, których wyniki kwartalne mogą negatywnie zaskoczyć rynek, co ogranicza siłę popytu (BRE, Orbis, Softbank). Do tej drugiej grupy należą również akcje Agory, które po publikacji słabych wyników kwartalnych straciły w trakcie notowań 2,7% (w stosunku do zamknięcia z czwartku - 0,4%).
Czy słabe zachowanie WIG20 przy przebijaniu ostatnich lokalnych szczytów z końcówki października przez indeksy europejskie i amerykańskie jest oznaką końca wzrostów? Uważam, że nie, ale stan wykupienia rynku, a szczególnie wspomnianych liderów całej fali wskazuje na zwiększające się z sesji na sesję prawdopodobieństwo wystąpienia silniejszej korekty (być może z poziomu 1220-1250 pkt., zasięg - 1160 pkt.), która schłodziłaby wskaźniki i nastroje oraz ewentualnie doprowadziłaby do zmian na czele peletonu.
Zwróć uwagę:
Jelfa - sygnał zmiany trendu z zeszłego tygodnia został wczoraj potwierdzony przez otwarcie z luką i białą świecę. I, co ważne, są ku temu fundamentalne powody.