Już następnego dnia amerykańska waluty odrobiła część strat na wieść o tym, że Republikanie zdobyli kontrolę w Kongresie, co zapewne pomoże prezydentowi George'owi W. Bushowi w przeforsowaniu inicjatyw legislacyjnych.
Jednak nie oznacza to wcale, że inwestorzy zapomnieli o ostatnich słabych danych makroekonomicznych napływających zza oceanu.
Słabsze tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki zapewne odbije się na uzależnionej od eksportu strefie euro, która w handlu z USA wykazuje nadwyżkę. Jednak zdaniem analityków najbardziej straci i tak dolar.
Euro ma spore szanse powiększyć 12-procentowy wzrost wartości wobec dolara w tym roku. Przemawiają za tym różnice w poziomie stóp procentowych, a także napływ inwestycji portfelowych do strefy euro w tym roku.
"Z historycznego punktu widzenia dolar umacniał się w okresach szybszego wzrostu światowej gospodarki. Dlatego euro powinno poradzić sobie lepiej w czasie, gdy wzrost jest słabszy" - powiedziała Francesca Fornasari, ekonomista rynków walutowych z Lehman Brothers.