Takich osób jest stosunkowo niewiele. Według danych Ministerstwa Finansów, w ub.r. było ich ok. 1,1 mln. To ok. 4% wszystkich "pitowców". Jednak w strukturze wartości podatków należnych druga i trzecia grupa zajmuje prawie 49% - czyli to od nich zależy niemal połowa wpływów do budżetu z PIT. Udział ten zwiększył się w ciągu ub.r. o ok. 2 pkt. proc. Równocześnie spadła liczba "najbogatszych". Jeszcze w 2000 r. 30- i 40-proc. stawka dotyczyła ponad 5,3% podatników. Zdaniem Rafała Antczaka, ekonomisty Fundacji CASE, świadczy to o tym, że wzrost obciążeń fiskalnych dotyka przede wszystkim najlepiej uposażonych.
- Taki jest kierunek polityki społecznej i ekonomicznej rządu. Jednak w dalszych latach kontynuacja tej polityki będzie niemożliwa, a pierwsze oznaki tego mamy widoczne już w tym roku - mówi Rafał Antczak.
Te pierwsze oznaki to gorsze od zakładanych wpływy budżetowe z podatków osobistych. Na razie rząd ocenia, że będą one o 1,5 mld zł niższe od zapisanych w ustawie. Według resortu finansów, główne tego powody to gorszy, niż zakładano, wzrost płac nominalnych i słabszy wynik ściągalności podatku od lokat. Zdaniem analityka Fundacji CASE, podatnicy z drugiego i trzeciego przedziału skali na tyle odczuli spadek płac, że na nic zdało się zamrożenie progów w tym roku. Niższe płace nie zawsze jednak wiążą się z pogorszeniem sytuacji finansowej. - W pewnym stopniu to ucieczka w szarą strefę - ocenia Rafał Antczak.
Indeksacji progów nie będzie także w przyszłym roku. Jednocześnie wpływy z PIT mają nominalnie wzrosnąć o ponad 11% w porównaniu z tegorocznym wykonaniem. Nie licząc wpływów z abolicji, do państwowej kasy powinno trafić prawie o 2,4 mld zł więcej.
Zdaniem prof. Adama Nogi, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, samo zamrożenie progów w obecnych warunkach i w tak krótkim czasie nie sprzyja powstawaniu szarej strefy. - To musiałoby potrwać jeszcze 2-3 lata - mówi prof. Noga. Według niego, sam brak indeksacji w obecnej sytuacji nie jest groźny dla podatnika, nie będzie miał również większego znaczenia budżetowego. Głównie ze względu na utrzymującą się niską inflację. - Choć w tym przypadku jest pewne ryzyko związane z możliwością wybuchu wojny w Iraku i - w efekcie - wzrostem cen ropy - ocenia wiceprezes PTE. Jego zdaniem, prognoza wpływów z PIT w przyszłym roku jest realna dzięki ożywieniu gospodarczemu, którego symptomy już teraz są widoczne.