Centre for Business Performance opublikowało niedawno raport opracowany przez Vivien Beattie, Bill MccIness i Stella Fearnley na temat zakresu i rodzaju informacji finansowej, przekazywanej do wiadomości publicznej przez brytyjskie spółki giełdowe w formie raportów rocznych lub okresowych. Autorzy, mając na uwadze toczącą się debatę nad skandalami finansowymi i słabością obowiązujących zasad rachunkowości, skoncentrowali się na przekazywanych informacjach, wychodzących poza ramy obowiązujących przepisów.
Główne wnioski raportu pozostawiają mieszane uczucia. 74% informacji, przekazywanych do publicznej wiadomości, dotyczyło wyłącznie danych historycznych i było czystym powieleniem wcześniejszych komunikatów giełdowych. 10% stanowiły informacje o ogólnym przeznaczeniu. Tylko 16% to dane, które miały charakter prognozy finansowej lub które w tej lub innej formie mogłyby być przydatne inwestorom do oceny przyszłej rentowności firmy.
Szczególnie interesujące są uzasadnienia podmiotów sporządzających informacje finansowe, na jakie natrafiali autorzy raportu. Obok tradycyjnych argumentów o konkurentach, o nieprzewidywalnej sytuacji rynkowej lub politycznej pojawiły się nowe: obawy zarządów spółek przed odpowiedzialnością, odszkodowaniem i rozliczeniem za wcześniejsze, nie zawsze spełniające się prognozy finansowe.
Trudno w takiej sytuacji pozbyć się uczucia, że jesteśmy świadkami "wylewania dziecka z kąpielą" i że jesteśmy w trakcie dewastacji dorobku ostatnich 20 lat w dziedzinie rachunkowości. Zdecydowana większość informacji finansowych o przyszłych zdarzeniach ma wyłącznie charakter szacunkowy. Prawdopodobieństwo błędnego oszacowania jak i niespełnienia opublikowanej wcześniej prognozy finansowej jest więc duże.
Wartość kapitału