Niezależnie od tego, czy analogia pomiędzy obecną kondycją gospodarki USA a sytuacją gospodarki japońskiej sprzed 10 lat ostatecznie okaże się poprawna czy też nie, środowa decyzja Fed jednoznacznie sugeruje, że przynamniej władze, banku centralnego Stanów Zjednoczonych są głęboko przekonane o zasadności takich porównań, a walkę z deflacją mają zamiar prowadzić do samego końca (deflacji lub Rezerwy Federalnej). I rzeczywiście. W przypadku dwóch XX-wiecznych przypadków pęknięcia kredytowej bańki, prowadzącego do rozwoju deflacji (po porównywalnym 2,5-letnim okresie załamania stopy procentowe wynosiły odpowiednio 2,5% w USA w 1932 r. oraz 3,25% w Japonii w 1992 r.). Zachowanie Fed należy więc określić jako wyjątkowo agresywne. Władze Fed wierzą, że panaceum na obecne problemy gospodarki USA jest dalsza ekspansja monetarna, do której banki i kredytobiorców mają zachęcać właśnie niskie stopy. Dotychczasowe obniżki (w ciągu 2001 roku z 6,5% do 1,75%) rzeczywiście doprowadziły do rozwoju finansowanej rekordowym przyrostem kredytu nowej "bańki", tym razem konsumpcyjnej, szczególnie spektakularnej w budownictwie mieszkaniowym. Ten wzrost konsumpcji, który przyczynił się do dalszego wzrostu wielkości deficytu obrotów bieżących USA (w tym roku przekroczy 500 mld USD), zdołał, począwszy od IV kw. 2001, podtrzymać tempo wzrostu PKB, pomimo ciągłego kurczenia się kredytu dla przedsiębiorstw. Tymczasem ostatnie prognozy sugerują, że przedświąteczny sezon sprzedaży okaże się najgorszym od ponad 10 lat, co grozi załamaniem konsumpcyjnego popytu przed nadejściem ożywienia w inwestycjach. Niestety, gdyby prawdą było, że dowolna kreacja pieniądza może powodować wzrost gospodarczy, to na świecie nie byłoby ani recesji, ani biednych krajów. Drukowanie "zielonych papierków z portretami martwych prezydentów", a nawet same oczekiwania takich decyzji mogą natomiast na krótką metę wywołać spekulacyjny wzrost cen akcji, co przynajmniej tłumaczy październikowe ożywienie na giełdach, którego GPW była beneficjentem. Niestety, bardzo szybkie odbudowanie się optymistycznych nastrojów w USA sugeruje, że potencjał wzrostowy rynku akcji szybko się wyczerpuje.