W czwartek na światowe rynki powróciły wzrosty cen ropy. Znów największy wpływ na notowania surowca miały wydarzenia na scenie politycznej. Bezpośrednim impulsem do wzrostu cen była wypowiedź brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Jacka Strawa. Stwierdził, że USA i Wielka Brytania są gotowe uderzyć na Irak nawet wówczas, gdy ONZ nie zatwierdzi rezolucji, dzięki której będzie można wysłać wojska do walki z reżimem Saddama Husajna. Zdaniem analityków, każda taka wypowiedź pobudza popyt na ropę, ponieważ rośnie prawdopodobieństwo, że wojna na Bliskim Wschodzie spowoduje znaczne ograniczenie dostaw z tego regionu. Na międzynarodowej giełdzie petrochemicznej (IPE) w Londynie w końcu sesji baryłka ropy gatunku Brent kosztowała 24,4 USD, wobec 23,7 USD dzień wcześniej.
Nieznacznie zmieniły się wczoraj ceny miedzi. Niespodziewana decyzja amerykańskiego banku centralnego o obcięciu stóp procentowych aż o 50 pkt. bazowych nie wpłynęła dobrze na notowania tego surowca. Uznano to bowiem za sygnał, że amerykańska gospodarka wciąż jest w słabej kondycji i nie ma co liczyć w najbliższym czasie na pojawienie się na tym największym światowym rynku wzmożonego popytu na miedź. W końcu notowań w Londynie tona tego surowca z dostawą za trzy miesiące kosztowała 1591 USD, zaledwie o 5 USD mniej niż dzień wcześniej.
Podobnie niewielkie ruchy miały miejsce na rynku złota. Większe niż się spodziewano cięcie stóp w USA wprawdzie pobudziło popyt na kruszec, ale z drugiej strony silniejszej zwyżce jego notowań zapobiegły przewidywania, iż powinno dojść do wzrostów na rynkach akcji. W końcu sesji w Londynie uncja złota kosztowało niecałe 320 USD, wobec 318,5 USD w środę.