Rodzimi inwestorzy od początku tygodnia dyskontowali spadki nadchodzące na zagraniczne parkiety. W czwartek oczekiwania zostały wzorowo spełnione i amerykańskie niedźwiedzie mogły delektować się ociekającymi czerwienią indeksami. Skoro większość polskich inwestorów liczyła na takie "sprzedawanie faktów", to reakcja kontraktów na tę przecenę musiała być bardzo umiarkowana.

Zaczęliśmy 7 pkt. na minusie, ale bardzo szybko dało o sobie znać wsparcie w okolicach 1134 pkt. To także poziom 38,2-proc. zniesienia całych ostatnich wzrostów, a właśnie to zniesienie przez wielu techników uważane jest za najważniejsze. Utrzymanie cen nad wsparciem pozwoli uznawać obecny spadek jedynie za korektę, po której niewykluczone jest atakowanie ostatnich szczytów. Zejście niżej zweryfikuje bycze marzenia jedynie do utrzymania trendu bocznego.

Jednak na najbliższej sesji poziom 1134 pkt. wydaje się bardzo solidnym wsparciem i dalej nie spodziewam się (jeszcze) jego porażki. Ostatnia korekta była bardzo dynamiczna i zapewne znajdzie się wiele rozgrzanych głów, które polować będą na okazje po sporej przecenie z tego tygodnia. Także zaskakująca decyzja Fed, pomimo że zapewne uznana zostanie w kolejnych latach za spory błąd, jest dla indeksów najlepszym rozwiązaniem w krótkim terminie. Później choćby potop. Można więc w przyszłym tygodniu liczyć na jakieś uspokojenie nastrojów i lekki wzrost indeksów. O dalszym trendzie zadecyduje dopiero dawka kolejnych wyników polskich spółek oraz wynik walki zachodnich indeksów z mocnymi oporami. W krótkim terminie zasięg spadku dla naszego rynku na razie się wyczerpał. Na parę dni pesymizm trzeba sobie odpuścić, by zobaczyć, czy rynek ma siłę na jakieś odreagowanie, czy jedynym osiągnięciem byków będzie obrona wsparcia.