Dane o liczbie wniosków i wielkości umorzenia pochodzą sprzed dwóch dni, jednak wskazują jasno: w końcówce operacji oddłużeniowej akcja nabrała tempa. Jeszcze 6 listopada fiskus dysponował ponad 6,5 tys. wniosków na 2 mld zł. Wzmożone zainteresowanie zauważają też pracownicy urzędów skarbowych. Jednak do zrealizowania całego planu jeszcze daleko: według Ministerstwa Finansów, do umorzenia kwalifikuje się 7,9 mld zł zaległych podatków i ceł. Spodziewano się prawie 210 tys. wniosków. Najwięcej miało pochodzić od przedsiębiorców z województw mazowieckiego, śląskiego i wielkopolskiego.
- Obserwujemy zwiększony napływ wniosków, ale konkretnych danych jeszcze nie ma - twierdzi Andrzej Kulmatycki, rzecznik prasowy Izby Skarbowej w Warszawie. Potwierdzają to pracownicy poszczególnych urzędów, z którymi rozmawialiśmy. - Wnioski pochodzą przede wszystkim od małych przedsiębiorców, ale to może się jeszcze zmienić. Za wcześnie na oceny - usłyszeliśmy w urzędzie na warszawskiej Pradze.
Podobne opinie panowały w innych stołecznych placówkach. Oblężenia nie było. Przedstawiciele fiskusa podkreślają, że frekwencja jeszcze o niczym nie świadczy. Wystarczy bowiem kilkadziesiąt umorzeń zaległości u dużych przedsiębiorców, by zrealizować znaczną część planu. Tak jest chociażby w Katowicach, niewiele ponad 2% wniosków zawiera prośby o oddłużenie na kwotę 1,4 mld zł. A to stanowi ponad 90% zgłoszonych zaległości. - Taka struktura wynika prawdopodobnie ze specyfiki naszego regionu - mówi Grażyna Piechota, rzecznik prasowy Izby Skarbowej w Katowicach.
Prawdopodobnie najwięksi dłużnicy na Śląsku złożyli dokumenty już wcześniej, bo w ciągu ostatniego tygodnia wartość zaległości wzrosła o ok. 35%, za to liczba dokumentów - o 140%. - Tylko w ostatnią środę dostaliśmy prawie 500 wniosków - mówi Grażyna Piechota. To jedna czwarta wszystkich złożonych do tej pory w śląskich urzędach.
Według ostatnich danych, wielkopolskie firmy zgłosiły do umorzenia 120 mln zł, choć liczba wniosków jest porównywalna z tą z Katowic. Tam również cały proces przyspieszył. - Te dane mogą się bardzo szybko zmienić. Po pierwsze, wynika to z mentalności większości podatników, którzy zostawiają takie sprawy na ostatnią chwilę. Po drugie, 45 dni to tak naprawdę niewiele czasu na przygotowanie się. Dotyczy to zwłaszcza dużych przedsiębiorstw, które do wniosków musiały dołączać plan restrukturyzacji - uważa Małgorzata Spychała, specjalistka do spraw PR w poznańskiej Izbie Skarbowej.