Fiskusa na parkiet chciał wprowadzić już poprzedni rząd przy okazji tzw. reformy podatkowej Leszka Balcerowicza. Pierwszy wariant był stosunkowo surowy dla inwestorów giełdowych: dochody z akcji miały być opodatkowane na zasadach ogólnych, podczas gdy odsetki od lokat - według 5-proc. zryczałtowanej stawki. Projekt upadł m.in. dzięki ówczesnej opozycji. Krytykował go m.in. Wiesław Kaczmarek za dyskryminowanie giełdowego rynku.

Zdaniem ekspertów nowe rozwiązania również powinny być neutralne dla uczestników rynku kapitałowego. Według Michała Stolarka z kancelarii prawnej White & Case, może być jednak problem z ustaleniem zasad opodatkowania. - Należność można obliczać na kilka sposobów. Najbardziej sprawiedliwy, ale jednocześnie kosztowny, jest podatek od dochodu ze sprzedaży. Kłopot może jednak pojawić się przy ustalaniu kosztów, które obniżałyby jego podstawę - uważa Michał Stolarek. Jego zdaniem najbardziej niekorzystny byłby podatek liczony od wartości samej transakcji.

- Reguły powinny być zbliżone do już obowiązujących dla zysków z niektórych inwestycji, np. odsetek. Przyjęcie zasad ogólnych dla giełdy byłoby dla niej dyskryminujące - mówi Marek Gadacz, menedżer do spraw podatku dochodowego od osób fizycznych w Ernst&Young. Według niego warto się jednak zastanowić, czy wprowadzenie nowych zasad powinno nastąpić już w 2004 r. - Podatek od obrotu giełdowego sprzed kilku laty miał na giełdę zgubny wpływ i szybko się z niego wycofano. Tylko, że wówczas sytuacja na parkiecie była inna, większą siłą byli inwestorzy indywidualni - ocenia Marek Gadacz.

Jego zdaniem wpływ opodatkowania na rynek będzie zależeć właśnie od wartości obrotów wypracowywanych przez osoby fizyczne. - Prawdopodobnie ich znaczenie będzie malało z racji coraz większego udziału inwestorów instytucjonalnych. Nie sądzę, aby utrzymywanie zwolnienia od podatku znacząco wpływało na przyciągnięcie do giełdy drobnych graczy - ocenia ekspert Ernst & Young.