Jeffrey Hirsch, wydawca periodyku "Stock Trader's Almanac", przypomina, że nie każdy okres w historii giełdy zawsze można było wyraźnie określić jako rynek byka lub niedźwiedzia. Po bessie z lat 1973 i 1974, w czasie której Dow stracił 45%, a S&P 500 prawie połowę, trwalszy rynek byka zaczął się dopiero w 1982 r. Nie wykluczone więc, że i teraz inwestorzy będą musieli tak długo poczekać na następną hossę.
- Przez jakiś czas indeksy mogą poruszać się w trendzie bocznym, co wcale nie znaczy, że nie można zarobić na akcjach - powiedział Matthew Kelmon z Kelmoore Investment Co., która zarządza 400 mln USD. Teraz kupuje akcje Microsoftu i Merck & Co. oraz tych spółek, które płacą dywidendy, jak na przykład Philip Morris.
George Mairs, szef firmy Mairs & Power Inc. z St. Paul w stanie Minnesota, zarządzającej 1,3 mld USD, przyznał, że w tym roku kupował akcje tylko dwóch spółek - General Electric i Merck, bo są to znane marki, a ich zyski rosną szybciej niż rozwija się gospodarka.
Niektórzy inwestorzy uważają, że przez najbliższe kilka lat sytuacja na amerykańskich giełdach bardziej będzie przypominała lata 70. niż 90., kiedy S&P 500 rósł rocznie po 15,3%. Średnia roczna dla tego indeksu w całym okresie po II wojnie światowej wynosi 7,8%. A w latach 70. zwrot z wchodzących w jego skład akcji wynosił średnio rocznie 5,8%, ale bez dywidend tylko 1,6%.
Po dołku z 1974 r. amerykańskie indeksy przez osiem lat przeżywały okres ograniczonych zwyżek, zanim zaczęły wyraźnie wspinać się w sierpniu 1982 r. Największy wzrost w tym czasie trwał od 27 marca do 28 listopada 1980 r., kiedy S&P 500 zyskał 43% windowany przez akcje spółki RadioSack Corp.