Listopad zafundował nam sporo niespodzianek pogodowych. Jest cieplej niż zwykle o tej porze roku. Jednak pierwsze sygnały o nadchodzącym ochłodzeniu już są, co ma swoje odzwierciedlenie w nieznacznym spadku obrotów. Widać to po notowaniach RDN Giełdy Energii oraz po cenach i ilościach energii na Rynku Bilansującym. Nadal jest sporo energii, większość uczestników jest przekontraktowana. Trwa walka o wspomniane w tytule 10 złotych, czyli różnicę, jaką można zarobić, sprzedając energię na Rynku Dnia Następnego, zamiast oddawać ją na Rynek Bilansujący. Tyle bowiem wynosi (mniej więcej) różnica ceny w poszczególnych godzinach doby pomiędzy RB a giełdą. Widać także, że rezerwy Krajowego Systemu Energetycznego zostały delikatnie przyhamowane. Na Rynku Bilansującym jest znacznie mniejsza ilość energii bilansującej, niż to miało miejsce na początku miesiąca. Obroty Giełdy Energii również nieznacznie zmalały. Z datą dostawy 2 listopada 2002 r. było 27 787 MWh energii bilansującej, a 17 listopada już tylko 13 657 MWh. Obroty na RDN Giełdy Energii spadły z 4208 MWh do 3788 MWh. Zatem uczestnicy rynku lepiej prognozują swoje zapotrzebowanie, strona podaży energii dostosowała lepiej poziom wytwarzania do istniejących potrzeb. Nieznaczny spadek obrotów na RDN w stosunku do dużego spadku ilości energii bilansującej pokazuje jeszcze raz, że RDN jest prostym sposobem na pozbycie się nadwyżek energii oraz zakup brakujących ilości. Natomiast Rynek Bilansujący jest koniecznością, której wszyscy bardzo mocno unikają. O ile ceny na Rynku Bilansującym nie ulegają specjalnie zmianom i nie zależą od ilości energii bilansującej dla danej doby, to na Giełdzie rządzą prawa rynku. Jest jej w nadmiarze. Niewielu już chce ją kupić, wobec czego staniała.