Wtorkowe notowania na międzynarodowej giełdzie petrochemicznej w Londynie przyniosły już czwarty z rzędu wzrost notowań ropy. Tym razem jednak baryłka tego surowca gatunku Brent zdrożała zaledwie o 0,5%, do 24,4 USD. Wśród inwestorów nadal przeważały opinie, że reżim Saddama Husajna prawdopodobnie nie udostępni inspektorom ONZ dostępu w 100% do swoich arsenałów, co może spowodować kolejne napięcia na linii Irak-USA. Dodatkowym czynnikiem przemawiającym wczoraj za zwyżką cen ropy była informacja opublikowana przez OPEC. Kartel, zrzeszający państwa czołowych producentów tego surowca, poinformował, że zaczął nieznacznie zmniejszać dzienne dostawy, aby stymulować jego cenę. OPEC obawia się, że w przeciwnym razie cena ropy mogłaby spaść poniżej granicy opłacalnej dla kartelu, wyznaczonej na 22-28 USD za baryłkę.
Wczoraj w umiarkowanym stopniu drożało również złoto. Za jedną uncję tego kruszcu płacono w końcu sesji w Londynie 319,5 USD, wobec 319,25 USD dzień wcześniej. Niektórych inwestorów, zwłaszcza banki, do kupowania złota zachęciło osłabienie dolara, a także brak wzrostów na rynkach akcji. John Reade, analityk z londyńskiego UBS Warburg, uważa, że w najbliższym czasie ceny złota będą wahać się w dość szerokim przedziale 305-330 USD. Jego zdaniem, trudno dokładniej prognozować, gdy nie jest pewna sytuacja na rynku finansowym oraz na scenie politycznej.
Tylko kosmetyczne zmiany nastąpiły wczoraj na rynku miedzi. W Londynie w kontraktach trzymiesięcznych tona tego surowca kosztowała 1598 USD, wobec 1599 USD w poniedziałek. Wprawdzie w pierwszej połowie sesji ceny miedzi przekroczyły ważną granicę 1600 USD, jednak później nastąpiła realizacja zysków. Zdaniem analityków, aby notowania tego surowca mogły rozpocząć dynamiczny marsz w górę w średniej perspektywie, muszą przełamać poziom 1607 USD za tonę.