Dotychczas jedynie przypuszczałem, a teraz już wiem, że dużo łatwiej być artystą niż człowiekiem kapitałowego biznesu. Trendy w sztuce mają jakby więcej luzu niż trendy boczne. Co prawda, w życiu osób związanych ze sztuką też bywają stresogenne przestoje, ale ich życiowe indeksy jakby łatwiej ruszyć z posad ku górze. Ludzie żyjący z kapitałowych rynków z owymi ruchami mają ostatnio niebywałe kłopoty. Świadczą o tym chociażby doniesienia branżowych specjalistów, którzy twierdzą (a przecież, kto jak kto, ale oni wiedzą, co mówią), że marsz w górę z dużym trudem przychodzi nawet bykom. Cóż więc mają powiedzieć byczki czy inne ukleje? A w dół? W dół to każdemu łatwo (mimo że nikt o tym nie tylko nie marzy, ale z przerażeniem oczekuje tej nieszczęsnej chwili). I tylko ów zdechły kot czasami odbije się od dna, by zmylić przeciwnika. Artyści tych problemów nie mają.
Co prawda, i dla biznesowego światka przychodzą czasami chwile ciut lepsze. Chwile dające nadzieję, kiedy na przykład linia trendu spadkowego zostanie przełamana. Nikt jednak nie wie, jak to się potoczy następnego dnia. A u artystów? U artystów toczy się... I już. Bo właśnie toczenie jest istotą twórczości pozakapitałowej.
Zresztą nie tylko twórcy (nieświadomi tego) wyprzedzają w życiowych rankingach szczęścia "kapitałowych biznesmenów". Także ich materialne dokonania mają więcej szczęścia niż hołubione przez biznes spółki. Bo choć jedne i drugie dostają czasami "gnilnych skaz", to od niedawna artystyczne szaleństwa można uratować prawie błyskawicznie. Ze skażonymi giełdowymi bohaterami - w zasadzie bez względu na miejsce, jakie zajmują - jest dużo, dużo trudniej. Dorobek artystów dostał swoją szansę od japońskiego naukowca Shingo Hidaka z Narodowego Muzeum Etnologii w Suita. Opracował on nową metodę ratowania naruszonych artystycznych dokonań. Żerujące na nich pasożyty i inne szkarady, dzięki japońskiemu myślicielowi-praktykowi, giną w ciągu dwóch tygodni. Warto dodać, że metoda ta jest nie tylko skuteczna, ale i ekologiczna. Wcześniej "artystyczne szkodniki" niszczono pestycydami lub bromkiem metylowym. Ku zgrozie otoczenia rzecz jasna.
Dzisiaj więc artyści mogą spać spokojnie. No, chyba że ktoś kiedyś namówi ich, by skumplowali się z kapitałowym biznesem. Jeżeli tak, to sen ten już tak spokojny być nie może. Nie ma bowiem jeszcze Japończyka od spółkowych pasożytów. A zatem zmiana kierunku ze spadkowego odbywać się musi innymi metodami. Póki jednak ich nie ma, formacja obcięcia bessy została potwierdzona dalszymi spadkami...