- Konkurencja z krajów Europy Centralnej jest coraz silniejsza. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne stopniowo przesuwają się na Wschód - twierdzi Mark Hughes, jeden z autorów raportu. W ostatnich 6 miesiącach w Europie Centralnej i Wschodniej wzrosły one przeciętnie o 54% w porównaniu z tym samym okresem w 2001 r. Jednocześnie kraje UE zanotowały spadek bezpośrednich inwestycji zagranicznych średnio o 15% - czytamy w raporcie.
Jednak zdaniem M. Hughesa, okres atrakcyjności wschodniej części Europy może się już niebawem skończyć. Tempo rozwoju krajów takich jak Węgry czy Czechy wkrótce pozbawi ich statusu tanich dla inwestorów zagranicznych centrów produkcyjnych. - Wcześniej sądzono, że okres atrakcyjnych cenowo możliwości potrwa 10 lat - powiedział Hughes w komentarzu dla BBC. Obecnie jednak część przedsiębiorstw uważa, że - w zależności od tego, jak szybko kraje te wejdą do UE - potrwa on mniej więcej 5 lat.
Skorzystają na tym inne kraje o wciąż taniej sile roboczej. W opinii analityka Ernst & Young, część inwestycji przechwytują już państwa w Afryce Północnej. - Maroko i Tunezja postrzegane są jako względnie stabilne. W przypadku Tunezji mamy również do czynienia z kadrą wykwalifikowanych pracowników - twierdzi M. Hughes.
Na przesuwaniu się inwestycji zagranicznych na wschód najbardziej straciły Wielka Brytania, Holandia i Irlandia - stwierdza raport Ernst & Young. Poziom bezpośrednich inwestycji zagranicznych w tych krajach spadł w pierwszej połowie 2002 r. o jedną czwartą. Stabilizację zanotowano natomiast we Francji i w Niemczech. Dysproporcja między tymi krajami może wynikać z większej zależności krajów północnoeuropejskich od szwankujących od pewnego czasu inwestycji amerykańskich.
Podczas gdy Londyn wciąż zachowuje swoją pozycję najbardziej popularnego miejsca do inwestowania w Europie - autorzy raportu wskazują na niefrasobliwość Wielkiej Brytanii w pozyskiwaniu kapitału i ostrzegają, że sytuacja może się zmienić. - Tradycyjna brytyjska śpiewka, że oferujemy angielskojęzycznych robotników oraz że jesteśmy bramą do Europy, może już nie mieć pożądanego efektu - komentuje M. Hughes.