Podczas piątkowego posiedzenia komisji finansów posłowie z opozycji zarzucili resortowi finansów, że celowo opóźnił publikacje danych dotyczących większej wypłaty z zysku banku centralnego. - Czy to nie jest przejaw lekceważenia ze strony rządu, że czekał z tym na ostatnią chwilę? Nie może być tak, że my przez miesiąc pracujemy nad budżetem, a nagle wicepremier Kołodko wyciąga nową prognozę, jak królika z kapelusza - mówił poseł Marek Zagórski (SKL).
- To przecież komisja przegłosowała po pierwszym czytaniu, że założeń dotyczących dochodów nie będziemy zmieniać. Nieraz mówiłem, że będziemy wymagać od rządu propozycji, jak pokryć ubytek, jeśli ustawa abolicyjna zostanie zakwestionowana przez Trybunał, a wyniki restrukturyzacji nie będą takie, jak planowano. Niejednokrotnie powtarzałem, że taką rezerwą może być większy zysk NBP - mówił przewodniczący komisji Mieczysław Czerniawski. Resortu broniła wiceminister finansów Halina Wasilewska-Trenkner. Powiedziała m.in., że pismo w sprawie nowej prognozy zysku ministerstwo dostało 8 listopada. Jeszcze 20 listopada potwierdzało zawarte w nim informacje.
- Myśmy też nie wiedzieli, że różnica będzie tak duża. To był szczęśliwy dla budżetu zbieg okoliczności - mówiła H. Wasilewska-Trenkner.
Wypowiedź pani wiceminister potwierdził wiceprezes NBP Jerzy Stopyra. Jak mówił, po wynikach za 10 miesięcy br. było jasne, że wypłata z zysku wyniesie co najmniej 4 mld zł - choć po trzech kwartałach było to ok. 3,3 mld zł. Na podstawie tych danych bank centralny skorygował na początku listopada prognozę na cały rok. - To jest normalny tryb, w jakim przekazujemy informacje ministerstwu - mówił J. Stopyra.
Opozycyjni posłowie nie szczędzili też słów krytyki wobec banku centralnego za tak duży błąd w szacunkach. - To świadczy o tym, jak pracuje NBP. Jego kierownictwo traktuje nas niepoważnie i prawdopodobnie prowadzi jakąś własną politykę. Jak mamy wobec tego ocenić wiarygodność banku centralnego? - mówił poseł Dariusz Grabowski.