Rada Ministrów zdecydowała o zmianie polskiego stanowiska w obszarze budżet i finanse. Nowe postulaty dotyczą redukcji składki, jaką nasz kraj miałby płacić do budżetu Unii. Komisja Europejska stoi na stanowisku, że Polska ma od pierwszego roku członkostwa płacić pełną składkę. Rząd obawia się jednak, że może to oznaczać, iż nasz kraj stanie się płatnikiem netto, tzn. że będzie wpłacał więcej do budżetu UE niż z niego dostanie. Nie będzie bowiem w stanie wykorzystać funduszy przekazywanych nam np. na rozwój regionów wiejskich z powodu niewystarczających środków na wkład własny. Jest on niezbędny w przypadku realizacji inwestycji ze środków unijnych. - Chcemy gwarancji, że będziemy beneficjentami, a nie płatnikami netto i to na zasadzie rzeczywistych przepływów finansowych, a nie zapisów księgowych - powiedział Jan Truszczyński, główny negocjator.
Polska proponuje więc redukcję składki wynoszącej 2,4 mld euro rocznie, w pierwszym roku członkostwa do 20%, w drugim do 40%, a w trzecim do 60 %. - Jeżeli Unia się na to nie zgodzi, chcielibyśmy, aby nam to zrekompensowała - mówi J. Truszczyński. Owe rekompensaty mają wynosić tyle, ile proponowane przez rząd redukcje składki, a mają zostać przeznaczone na zrównoważenie budżetu państwa. - Nasza składka będzie bowiem wypłacana z budżetu centralnego i wynosić będzie ok. 6-7% dochodów państwa. Natomiast środki np. z funduszy strukturalnych trafią bezpośrednio do firm czy samorządów, realizujących inwestycje - powiedział J. Truszczyński. W jego opinii może to grozić destabilizacją finansów publicznych.
Główny negocjator podkreślił, że gdyby UE nie zgodziła się na nasze postulaty, byłby to pierwszy przypadek, spośród wszystkich rozszerzeń, kiedy nowe państwa musiałyby od początku członkostwa płacić pełną składkę, a nie mogłyby w pełni uczestniczyć w wydatkach budżetu unijnego, bo np. dopłaty bezpośrednie dla rolników wynosić będą zaledwie 25-30% obecnego poziomu unijnego.