Ostatnie sesje mijającego tygodnia nie przyniosły wyraźnych zmian notowań surowców. Cena ropy naftowej gatunku Brent w Londynie wynosiła w piątek 24,9 USD za baryłkę wobec 24,83 USD dzień wcześniej. Brakowało czynnika, który mógłby pobudzić większe wahania. "Dyżurny" temat - możliwość wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie - tym razem odsunął się na plan dalszy. Sytuacja na razie jest patowa: Irak obiecał, że przyjmie inspektorów, którzy wypełnią rezolucję ONZ, nakazującą rozbrojenie tego kraju, z kolei Stany Zjednoczone nadal szykują się do ewentualnej inwazji w razie jakichkolwiek sprzeciwów reżimu Saddama Husajna. Większych wahań na rynku nie spowodowało nawet zdecydowane stanowisko Rosji, która po raz pierwszy wyraźnie opowiedziała się po stronie USA i wezwała Irak do rozbrojenia. Inwestorzy zignorowali też możliwość strajków w Wenezueli, która jest jednym z czołowych dostawców ropy na świecie.
W piątek uspokoiła się też sytuacja na rynku miedzi. Tona tego surowca kosztowała w końcu sesji w kontraktach trzymiesięcznych 1628 USD, wobec 1625 USD dzień wcześniej. Analitycy podkreślali, że na rynku nastąpiła stabilizacja po tym, jak podczas poprzednich dwóch sesji ceny miedzi poszybowały wyraźnie w górę, dzięki zakupom robionym przez Chińczyków.
Podczas ostatniej sesji tygodnia o niecały 1% staniało złoto i w końcu dnia kosztowało 317,5 USD za uncję. Na rynku nie było widać większych ruchów. Wprawdzie za przeceną złota przemawiały ostatnie wzrosty na rynkach akcji oraz stabilizacja kursu dolara, jednak wskutek utrzymującej się niepewności, jak rozwinie się konflikt amerykańsko-iracki, spowoduje, że wciąż wielu inwestorów chętnie lokuje kapitały w ten kruszec.