Polskie banki mają więcej pieniędzy niż są w stanie ich ulokować w kredytach czy papierach skarbowych. Aby te wolne środki nie zostały przeznaczone np. na zwiększenie akcji kredytowej, Narodowy Bank Polski ściągał je z rynku dzięki bonom pieniężnym. Wprawdzie dla banku centralnego jest to bardzo kosztowna operacja, ale brak takich działań mógłby spowodować wzrost inflacji.
Ostatnio jednak NBP zmniejszył podaż bonów pieniężnych.
- I to zdecydowanie - mówi Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP. - O ile ostatnio na przetargach oferował bony za 1-2 mld zł przy popycie ze strony banków sięgającym kilkunastu miliardów złotych, to wcześniej oferta banku centralnego sięgała 2-3 mld zł, ale przy znacznie niższym popycie.
Te informacje potwierdzają dealerzy rynku pieniężnego. Jeden z nich powiedział PARKIETOWI, iż ostatnio na aukcjach redukcja zapisów na bony sięgała 97%, gdy wcześniej było to średnio ok. 80%.
Wskutek zmniejszenia oferty bonów pieniężnych banki mają obecnie sporo wolnych środków. I to widać już na rynku. Jedna z głównych stóp rynkowych - tzw. jednomiesięczny WIBOR (czyli oprocentowanie, po jakim banki są skłonne pożyczyć pieniędze na miesiąc) - spadła poniżej stopy interwencyjnej (czyli wyznaczającej minimalne oprocentowanie bonów pieniężnych). Zdaniem analityków, to rzadkość - zwykle bowiem banki w przypadku pożyczania innym instytucjom do stopy interwencyjnej doliczają marżę.