Wczorajsza sesja giełdowa upłynęła pod znakiem... problemów technicznych. Padła łączność, sesję przedłużono, powstało niemałe zamieszanie, więc część graczy szybko przeszła na "sterowanie ręczne", łapiąc za słuchawkę i próbując zawrzeć transakcje przez telefon. Gdy technika zawodzi, nie ma to jak sprawdzony system zawierania transakcji "na gębę".

Na rynku mamy ciąg dalszy serialu niskich cen. W tej chwili można już chyba na 100% powiedzieć, że do końca listopada nic się nie zmieni. Delikatne przekontraktowanie spółek dystrybucyjnych wraz z niespodziewanie ciepłą aurą przyczyniło się do tego, że praktycznie cały listopad zaowocował niskimi kursami i dopóki kontrakty opiewające na ten miesiąc nie wygasną, ceny giełdowe prawdopodobnie nie wzrosną.

Z punktu widzenia poprzednich miesięcy, niesamowita jest bowiem sytuacja, gdy dochodzi do inwersji krzywej cen względem godzin szczytowych (w normalnych warunkach energia jest najdroższa w tzw. szczytach, czyli godzinach największego zapotrzebowania - w południe i późnym popołudniem aż do wieczora). Wczoraj ceny ułożyły się odwrotnie, czyli drożej było w nocy i pomiędzy szczytami, niż w samych szczytach. Jeszcze do niedawna sytuacja taka była nie do pomyślenia.

Ponieważ jest to koniec miesiąca i ci, który mieli stracić na niekorzystnym układzie cen stracili i już nic nie odrobią, uwagę graczy rynku energii zaczyna przyciągać grudzień i to co się stanie w jego pierwszych dniach. Poza tym, ostatnie dni każdego miesiąca bywają niejednokrotnie dziwne. Niektórzy uczestnicy rynku "upychają" (lub łapczywie skupują) wtedy energię, która była w ciągu miesiąca przesuwana. Należy się spodziewać, iż do końca tego tygodnia giełda może zaowocować jeszcze kilkoma niestandardowymi cenami i wolumenem obrotu. Niekoniecznie może to być jakikolwiek wyznacznik najbliższego rozwoju wypadków.