Wzrost trwający z krótką przerwą prawie od dwóch miesięcy został zatrzymany tuż poniżej dolnego ograniczenia luki bessy z końca czerwca tego roku. Nieznaczne, jak do tej pory, osłabienie naszego rynku zbiegło się w czasie z podobną tendencją na giełdach zachodnich. Realizacja pokaźnych w niektórych przypadkach zysków przebiegała na razie spokojnie i nie można wykluczyć, iż chętnych do sprzedaży nie będzie znowu tak wielu. Nie da się ukryć, iż od początku października WIG20 zyskał prawie 20%, co z jednej strony wzmaga chęć odcinania kuponów od udanej inwestycji, ale przypomina też o maksymie "trend is your friend". W ramach korekty indeks może więc spaść "bezkarnie" w okolice 1200 punktów, natomiast w marszu ku górze na przeszkodzie stanie mu wspomniana już luka bessy, a następnie poziom 1280-1290 punktów, wynikający z zasięgu formacji podwójnego dna oraz kilku historycznych ekstremów. Prawdę mówiąc, nie wydaje się jednak, aby rynek miał w sobie siłę, której starczyłoby na coś więcej niż tylko przetestowanie wspomnianych oporów (o ile w ogóle uda się tam dotrzeć). Bez jakiegoś dodatkowego bodźca, jak na przykład gwałtowne wzrosty za oceanem czy wyraźna, acz niespodziewana zmiana na lepsze sytuacji makroekonomicznej w kraju, prędzej czy później byki będą musiały oddać teren zdobyty na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy. Czy jednak długoterminowa poprawa w naszej gospodarce jest realna? Gdy patrzy się na działania ulubionego resortu finansów, można mieć wątpliwości. Niestety, sięganie do naszych kieszeni jest chyba jedyną metodą działania, jaką zna obecna ekipa rządząca, a przecież nie ma na świecie kraju, w którym wzrost obciążeń fiskalnych uzdrowiłby gospodarkę.

Zwróć uwagę:

Softbank - podpisywane kolejne duże kontrakty świadczą o realnej możliwości poprawy fundamentów spółki, więc spisanie jej na straty po spadku poniżej 10 zł było działaniem pochopnym.

Unikaj:

Mostostal Gdańsk - coraz gorsza kondycja finansowa spółki oraz utrata kolejnych klientów zdecydowanie nie zachęca do kupna tych akcji.