Obecnie zyski ze sprzedaży niepublicznych instrumentów pochodnych są opodatkowane na zasadach ogólnych. Inwestor uwzględnia dochód w rocznym zeznaniu i wtedy płaci podatek. Wszystko to odbywa się poza bankiem, który oferuje tego typu produkty.
Wystarczyła jednak niefortunna i - zdaniem niektórych prawników - przypadkowa nowelizacja artykułu 41 ustawy o PIT, by rola banków się zwiększyła. Przepisy te określają, kto jest płatnikiem podatku z tytułu wypłat należności z tzw. praw majątkowych. W obowiązującej jeszcze wersji prawo jasno określa ich katalog. W nowelizacji zestawienie usunięto, zostało tylko ogólne stwierdzenie. Tymczasem prawem majątkowym, według ustawy o PIT, jest np. kontrakt terminowy na walutę czy na stopę procentową.
- Jeśli literalnie czytać znowelizowany artykuł 41 ustawy o PIT, od nowego roku to bank będzie płatnikiem. Co miesiąc będzie więc musiał wpłacać zaliczki według 20-proc. stawki. Będzie to dotyczyło tylko niektórych instrumentów pochodnych - mówi Andrzej Paczuski, doradca podatkowy w PricewaterhouseCoopers.
Zgodnie z taką interpretacją przepisów, banki inaczej musiałyby traktować zyski z instrumentów opartych na papierach wartościowych (bo są one, według ustawy o PIT, prawami z kapitałów pieniężnych), a inaczej dochody z pozostałych produktów tego typu. Poza tym zmusiłoby to je do prawdziwej rewolucji w systemach rozliczeń.
- Moim zdaniem, obecnie systemy bankowe nie są na to przygotowane. Po zmianie będą musiały one rozliczać skumulowane zyski i straty z wszystkich tego typu inwestycji. To jest podatek dochodowy, a nie ryczałtowy - stąd potrzeba tych rozliczeń. Na razie systemy liczą zyski i straty dla poszczególnych produktów i trudno to będzie zmienić w ciągu 2 miesięcy. Poza tym bank co roku do 15 marca będzie musiał wysyłać do każdego z klientów imienną deklarację PIT, a dla takiej instytucji to dodatkowy koszt - mówi Andrzej Paczuski.