Nieważne, którym resortem Pan kieruje - skarbu, finansów, gospodarki czy infrastruktury. Jestem pewien, że jako członek rządu ma Pan do powiedzenia bardzo, bardzo wiele. I może Pan rzeczywiście współdecydować o tym, co się w tym kraju dzieje.
Nie, proszę się nie obawiać, nie mówię o Radiu Maryja, Ożarowie, górnikach i innych kłopotliwych sprawach. Ja znowu o naszym rynkowym grajdołku. Już widzę to lekceważące machnięcie ręką, ale proszę nie bagatelizować sprawy! Inwestorzy nie manifestują jak górnicy, nie rzucają petard, jak zawiedzeni pracownicy likwidowanej firmy, i nie mają swojej reprezentacji w parlamencie, która w ich obronie gotowa byłaby urządzić jakąś sejmową hecę.
To nie znaczy, że można o nich zapomnieć. Przecież głosują w wyborach, mają realną siłę ekonomiczną i płacą - zapewne spore - podatki. Nie ośmieliłbym się do Pana zwrócić, gdybym nie miał okazji, m.in. w czasie prowadzonej przez nas ankiety, wysłuchać tego, co mówią ich przedstawiciele. A mówią z goryczą. "To przecież już przesądzone, że nasza giełda zniknie z europejskiego rynku" - twierdzi jeden. "Handluję akcjami tylko kilku firm z WIG20, bo innymi się nie da, ale boję się, co będzie za chwilę z tymi, którymi można jeszcze obracać - przyznaje drugi. "Gram, na kontraktach, bo tu jeszcze można pograć". "Wielu z nas odeszło z rynku, bo niewiele się na nim dzieje". "Trudno teraz wytrwać na parkiecie". "Trzeba szukać możliwości gdzie indziej" - dodają następni. Ci, którzy odeszli z rynku, używają słów, które nie nadają się do powtórzenia.
Powie Pan - jeśli w ogóle czasem poświęca Pan rynkowi trochę uwagi - że nie jest tak źle. Jakoś ta giełda się kręci, no i mamy wciąż ponad 900 tys. rachunków inwestycyjnych. Proszę się jednak nie dać zwieść pozorom. Specjaliści mówią wprost: aktywnych rachunków jest najwyżej kilkanaście tysięcy, i ta liczba wciąż topnieje.
Na pewno Pan pamięta sprzedaż Banku Śląskiego, Handlowego, Pekao, PKN. Jaka to była mobilizacja kapitału, ilu chętnych do zakupu papierów, ile nadziei i wiary w rynek!