Największy światowy dom maklerski zaleca inwestorom, by w swoich portfelach zredukowali udział akcji z 50 do 45%. Natomiast udział obligacji powinien wzrosnąć z 30 do 35%. Nic się nie zmienia jeśli chodzi o pozostały skład portfela, czyli 20%, w którym powinna być gotówka. "Według nas, rynek akcji wciąż jest zdominowany przez spekulantów, którzy przyczynili się do ostatnich wzrostów. Jest to typowe dla pewnego okresu cyklu koniunkturalnego, ale wcale nie musi oznaczać początku dłuższej hossy" - napisał w liście do inwestorów Richard Bernstein, główny analityk Merrill Lynch ds. amerykańskiego rynku akcji.

Bank z Wall Street ostrzega przede wszystkim inwestorów, żeby nie dali się zwieść zbyt dobrym wynikom spółek. W wielu przypadkach firmy chwalą się dobrymi rezultatami na poziomie EBITDA (zysk powiększony o amortyzację), skrzętnie ukrywając w raportach nie najlepsze wyniki na poziomie netto. Według Merrill Lynch, powoduje to, że inwestorzy nie mają obrazu prawdziwej kondycji finansowej firmy.

Richard Bernstein ostrzega też, że sytuacja polityczna na świecie jest teraz najmniej stabilna od 20 lat. "Inwestorzy liczą, że ewentualna wojna pomiędzy USA i Irakiem nie będzie długa i nie spowoduje silnego wzrostu cen ropy naftowej. Może się jednak okazać, że wojna potrwa dłużej a rynek naftowy odczuje ją bardzo negatywnie" - pisze amerykański specjalista.

Zalecenie redukowania udziału akcji w portfelach pojawiło się zaledwie dzień po tym, jak Merrill Lynch doradził inwestorom, by lokowali kapitały w obligacje skarbowe, kosztem obligacji przedsiębiorstw, na których - zdaniem banku - hossa już się kończy.