Danuta Huebner, sekretarz Komitetu Integracji Europejskiej przedstawiła Sejmowi rządową informację na ten temat. Przekonywała posłów, że Polski nie stać na opóźnienie we wstąpieniu do Unii. Według niej, członkostwo w UE daje Polsce możliwość pokonania "luki rozwojowej" i zapewni jej bezpieczeństwo gospodarcze. - Co się stanie, gdy nie wejdziemy do Unii? Odpowiedź jest prosta: nastąpi załamanie złotego, ucieczka kapitału finansowego, spadek inwestycji bezpośrednich, które przeniosą się do pozostałych krajów naszego regionu wchodzących do UE - mówiła D. Huebner.
Przed opóźnieniem przestrzegał też premier Leszek Miller. - Nie można mylić pociągu historii z radiem taxi, które w każdej chwili można wezwać na telefon - mówił premier. Gdyby okazało się, że Polska nie wejdzie do Unii w pierwszej fazie, to - zdaniem premiera - pozostali kandydaci otrzymają premię, bo pula środków do podziału nie zmieni się.
- Panów najbardziej boli, że to nie wy stoicie na czele rządu, który ma szansę zakończyć negocjacje - zwracał się do posłów PiS, którzy uważają, że Polska nie musi stać się członkiem wspólnoty już 1 maja 2004 r. Z innych klubów opozycyjnych tylko Platforma Obywatelska opowiedziała się jednoznacznie za jak najszybszym wstąpieniem Polski do UE. Warunkowego poparcia udzieliło koalicyjne PSL. Stanowcze "nie" rząd usłyszał od skrajnej prawicy.