To co zdarzyło się na wczorajszej sesji, mieści się jeszcze w granicach lokalnej korekty w trendzie wzrostowym. WIG20 stracił 1,9% i na zamknięcie miał wartość 1231,5 pkt. Niepokoją mnie dwie rzeczy - po pierwsze wykres indeksu znalazł się poniżej lokalnego szczytu na 1241 pkt., po drugie spadł poniżej połowy ostatniej wysokiej białej świecy. Do tego dochodzą jeszcze negatywne dywergencje na wykresie wskaźników technicznych. Ostatniego szczytu na wykresie indeksu nie potwierdziły Ultimate i RSI. Na obydwu wskaźnikach zarysowały się dość wyraźne trendy spadkowego. Dodatkowo RSI opuścił obszar wykupienia, co można interpretować jako sygnał sprzedaży. Sygnałów tych nie potwierdza na razie MACD, który utrzymuje się ponad wykresem swojej średniej.

Wszystkie te sygnały słabości trendu wzrostowego są ważne, ale nie są dla mnie wystarczającą podstawą, żeby uznać wspomnianą tendencję za zakończoną. Dodać do tego należałoby, że zrealizowany już został zasięg wzrostu, wynikający z formacji podwójnego dna, z której WIG20 wybił się na początku listopada. Indeks, od swojego maksimum w tym trendzie spadł ledwie 25 punktów. Wcześniej w dwa miesiące pokonał dystans pod 200 punktów. Ta dysproporcja przemawia za kontynuacją zwyżki. Wykres indeksu wciąż pozostaje ponad wzrostową linią trendu, znajdującą się na poziomie 1200 punktów. Te argumenty mają dla mnie większą wagę, dlatego uważam, że trend średnioterminowy wciąż jest wzrostowy.

Sygnałem, że jest inaczej, będzie dopiero spadek indeksu poniżej szczytu z 4 listopada, znajdującego się na 1190 pkt. To załamie strukturę średnioterminowej zwyżki, po drodze przełamana zostanie także wspomniana już wcześniej wzrostowa linia trendu. W takim wypadku ponownie zajrzy nam w oczy widmo 1040 punktów na WIG20.

Na razie jednak nie zakończony pozostaje średnioterminowy trend wzrostowy. W jego ramach główny warszawski indeks wciąż ma szansę na osiągnięcie 1300 punktów. Nie wydaje się, żeby w tej chwili kupujących było stać na więcej.