Na ocenę sytuacji wpływ ma również fakt, że do agresywnego obniżania stóp procentowych przyłączył się w końcu Europejski Bank Centralny, który w czwartek obniżył stopę repo o 50 pkt. bazowych, do 2,75%.
Stany Zjednoczone
W Stanach Zjednoczonych zakończył się okres prezentacji przez spółki publiczne wyników finansowych uzyskanych w III kwartale tego roku. Firmy amerykańskie całkiem dobrze spisały się w obliczu oczekiwań analityków. Zgodnie z danymi agencji analitycznej First Call 59% przedsiębiorstw zanotowało rezultaty lepsze od oczekiwań. Jest to wartość porównywalna z tą z okresu kwiecień-czerwiec 2002, ponieważ wówczas zyski wyższe niż oczekiwane ogłosiło 61% spółek. Indeksy miały wystarczająco dużo czasu, aby odpowiednio zareagować. Koktajl lepszych wyników od oczekiwanych, samospełniającej się przepowiedni dotyczącej tzw. efektu stycznia oraz spokoju na arenie międzynarodowej dał impuls do wzrostów.
Wiele z korporacji amerykańskich podało szacunki (tzw. pre-announcements) dotyczące zysków w IV kwartale br. W opiniach spółek przeważał pesymizm. Z grona 1128 firm 45% zapowiedziało uzyskanie w okresie październik-grudzień 2002 niższych zysków niż oczekiwane przez analityków. Szczególnie pesymistycznie ocenili swoje perspektywy menedżerowie firm technologicznych, ponieważ przeszło połowa z nich wskazała, że zyski w tym kwartale będą niższe od zakładanych przez analityków. Taka ocena sugerowałaby, że Nasdaq zdecydowanie za bardzo rozpędził się, jeśli chodzi o dyskontowanie przyszłości. Niestety, skandale księgowe i wiążące się z tym spore nadwerężenie zaufania inwestorów sprawiają, że spółki bardzo powściągliwie prognozują swoją przyszłość. Wychodzą z założenia, że lepiej podać bardzo umiarkowane szacunki i spełnić je potem z nawiązką niż przedstawić ambitne prognozy i potem ich nie zrealizować. Tę powściągliwość widać szczególnie w szacunkach dotyczących III kwartału br. Wtedy 54% firm spodziewało się wyników gorszych od oczekiwanych. Rzeczywistość była bardziej optymistyczna. Większość uzyskała lepsze rezultaty od oczekiwanych.
Z punktu widzenia analizy technicznej indeksy amerykańskie zakończyły fazę spadków. Obecnie ich zachowanie należy zakwalifikować jako krótkoterminowy trend wzrostowy i średnioterminowy trend boczny. To dużo i mało. Dużo, gdyż inwestorzy wreszcie mogą zarabiać na wzrostach, co zdarzało się nieczęsto w kończącym się roku. Mało, ponieważ o hossie wciąż nie może być mowy. Średnia przemysłowa rozpoczęła korektę w pobliżu 9 tys. pkt. i nie przebiła sierpniowego szczytu, nie mówiąc o teście długoterminowej linii trendu spadkowego zapoczątkowanego wiosną tego roku (9400 pkt.). Nasdaq Composite, który najwytrwalej rósł w ostatnich tygodniach (zwyżka o 1/3) przerwał swoją efektowną karierę w okolicach 1500 pkt., gdzie znajduje się długoterminowa linia trendu spadkowego (wierzchołki ze stycznia i marca br.). Szczyt sierpniowy na parkiecie technologicznym padł i sytuacja tego indeksu jest lepsza niż DJIA. Podobnie rzecz się ma z indeksem S&P 500. Tutaj doszło wprawdzie do pokonania długoterminowej linii trendu zniżkowego, lecz wkrótce S&P 500 powrócił poniżej niej. Dodatkowo indeksowi nie udało się przełamać szczytu sierpniowego, a nadzieje na utworzenie formacji podwójnego dna (kształtowanej od lipca 2002 roku) są wciąż jedynie marzeniami.