Reklama

Dominacja podaży

Po serii kilkutygodniowych wzrostów światowe rynki akcji zdominowała podaż. Inwestorzy przystąpili do realizowania zysków, co jest o tyle kuszące, że od początku października indeksy zyskały przeciętnie 25%. Takiej okazji nie było od kilku miesięcy i posiadacze akcji skrzętnie z niej korzystają.

Publikacja: 07.12.2002 08:54

Na ocenę sytuacji wpływ ma również fakt, że do agresywnego obniżania stóp procentowych przyłączył się w końcu Europejski Bank Centralny, który w czwartek obniżył stopę repo o 50 pkt. bazowych, do 2,75%.

Stany Zjednoczone

W Stanach Zjednoczonych zakończył się okres prezentacji przez spółki publiczne wyników finansowych uzyskanych w III kwartale tego roku. Firmy amerykańskie całkiem dobrze spisały się w obliczu oczekiwań analityków. Zgodnie z danymi agencji analitycznej First Call 59% przedsiębiorstw zanotowało rezultaty lepsze od oczekiwań. Jest to wartość porównywalna z tą z okresu kwiecień-czerwiec 2002, ponieważ wówczas zyski wyższe niż oczekiwane ogłosiło 61% spółek. Indeksy miały wystarczająco dużo czasu, aby odpowiednio zareagować. Koktajl lepszych wyników od oczekiwanych, samospełniającej się przepowiedni dotyczącej tzw. efektu stycznia oraz spokoju na arenie międzynarodowej dał impuls do wzrostów.

Wiele z korporacji amerykańskich podało szacunki (tzw. pre-announcements) dotyczące zysków w IV kwartale br. W opiniach spółek przeważał pesymizm. Z grona 1128 firm 45% zapowiedziało uzyskanie w okresie październik-grudzień 2002 niższych zysków niż oczekiwane przez analityków. Szczególnie pesymistycznie ocenili swoje perspektywy menedżerowie firm technologicznych, ponieważ przeszło połowa z nich wskazała, że zyski w tym kwartale będą niższe od zakładanych przez analityków. Taka ocena sugerowałaby, że Nasdaq zdecydowanie za bardzo rozpędził się, jeśli chodzi o dyskontowanie przyszłości. Niestety, skandale księgowe i wiążące się z tym spore nadwerężenie zaufania inwestorów sprawiają, że spółki bardzo powściągliwie prognozują swoją przyszłość. Wychodzą z założenia, że lepiej podać bardzo umiarkowane szacunki i spełnić je potem z nawiązką niż przedstawić ambitne prognozy i potem ich nie zrealizować. Tę powściągliwość widać szczególnie w szacunkach dotyczących III kwartału br. Wtedy 54% firm spodziewało się wyników gorszych od oczekiwanych. Rzeczywistość była bardziej optymistyczna. Większość uzyskała lepsze rezultaty od oczekiwanych.

Z punktu widzenia analizy technicznej indeksy amerykańskie zakończyły fazę spadków. Obecnie ich zachowanie należy zakwalifikować jako krótkoterminowy trend wzrostowy i średnioterminowy trend boczny. To dużo i mało. Dużo, gdyż inwestorzy wreszcie mogą zarabiać na wzrostach, co zdarzało się nieczęsto w kończącym się roku. Mało, ponieważ o hossie wciąż nie może być mowy. Średnia przemysłowa rozpoczęła korektę w pobliżu 9 tys. pkt. i nie przebiła sierpniowego szczytu, nie mówiąc o teście długoterminowej linii trendu spadkowego zapoczątkowanego wiosną tego roku (9400 pkt.). Nasdaq Composite, który najwytrwalej rósł w ostatnich tygodniach (zwyżka o 1/3) przerwał swoją efektowną karierę w okolicach 1500 pkt., gdzie znajduje się długoterminowa linia trendu spadkowego (wierzchołki ze stycznia i marca br.). Szczyt sierpniowy na parkiecie technologicznym padł i sytuacja tego indeksu jest lepsza niż DJIA. Podobnie rzecz się ma z indeksem S&P 500. Tutaj doszło wprawdzie do pokonania długoterminowej linii trendu zniżkowego, lecz wkrótce S&P 500 powrócił poniżej niej. Dodatkowo indeksowi nie udało się przełamać szczytu sierpniowego, a nadzieje na utworzenie formacji podwójnego dna (kształtowanej od lipca 2002 roku) są wciąż jedynie marzeniami.

Reklama
Reklama

Europa/Japonia

DJ Stoxx 50 rósł w ostatnich tygodniach, lecz siła tego wzrostu była o wiele mniejsza niż w przypadku indeksów amerykańskich. Od początku października br. DJ Stoxx 50 zyskał skromne 17%. Nie testował przy tym ani długoterminowej linii trendu spadkowego (2800 pkt.), ani szczytu sierpniowego (2850 pkt.). Od połowy listopada zmaga się ze średnimi kroczącymi.W czwartek EBC agresywnie obniżył podstawową stopę procentową - repo o 50 pkt. bazowych. Doszło do tego po raz pierwszy od listopada 2001 roku i było reakcją na symboliczny wzrost PKB (poniżej 1%, co oznacza de facto stagnację) oraz pogarszające się dane o bezrobociu w głównych gospodarkach europejskich. Sporo czasu musiało upłynąć zanim decydenci EBC zdecydowali się na bardziej zdecydowaną redukcję stóp. Wzorzec amerykański dotychczas był mało popularny.

Pomysły na podwyżkę podatków w Niemczech czy próby sanowania nieradzących sobie w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu biznesowym przedsiębiorstw z udziałem Skarbu Państwa stanowią istotny czynnik ryzyka przy inwestowaniu w walory spółek europejskich. Ciekawe, że przy niższej liberalizacji gospodarek i sztywniejszej polityce fiskalnej EBC dopiero teraz zdecydował się na obniżkę. Argument, że obserwował, jak podziała agresywna polityka w Stanach Zjednoczonych, nie wydaje się przekonujący i źle świadczyłby o kompetencjach członków europejskiej władzy monetarnej.

Tym razem rynek japoński nie oparł się ogólnoświatowym zwyżkom. W Kraju Kwitnącej Wiśni dominowały wzrosty, lecz ich skala była najniższa w gronie najważniejszych rynków akcji. Nikkei 225 zyskał nieco ponad 10%. W tak jednostajnym trendzie spadkowym, jaki panuje w Japonii, dobre i to. Niestety, bessa w Japonii wciąż się nie skończyła. Długoterminowa średnia krocząca na poziomie 9300 pkt. skutecznie powstrzymuje próby kontynuacji wzrostów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama