Na ostatnich sesjach można było się spierać o interpretację technicznych formacji. Jednak różnica zdań nie polegała na wskazaniu kierunku wybicia, ale na tym, która z formacji ma większe znaczenie. Na wczorajszym wykresie narysowałem rozszerzający się trójkąt i pokazałem także możliwość uznania tej formacji za diament. Równie dobrze można było na świeczkach z ostatnich dwóch tygodni rysować klin zwyżkujący. Niezależnie, którą formację wybierzemy, ich interpretacja jest bezsprzecznie negatywna, a najczęściej występuje przy formowaniu szczytów. Presję podaży i schyłek trendu dobrze pokazywała także coraz częściej testowana średnia krocząca.

Na wczorajszym otwarciu byki próbowały utrzymać się jeszcze wewnątrz diamentu, ale wybicie dołem okazało się tylko kwestią czasu. Po przełamaniu średniej (1236 pkt.) i jednoczesnym wybiciu z formacji diamentu/klina, rozpoczął się systematyczny spadek. W końcówce doszliśmy aż do 26 pkt. poniżej wybicia, co jak na marazm ostatnich dni jest dość sporym osiągnięciem. Zakończenie wprawdzie nie wypadało już tak fatalnie, ale więcej było tu emocji i nadziei na wybronienie się amerykańskich indeksów, niż kupna podobnego do tego sprzed paru tygodni.

Na przyszły tydzień kluczem do ustalenia trendu będą weekendowe wydarzenia związane z Irakiem, którego komunikat o posiadanej broni na pewno nie pozostanie bez komentarza. Napięcie związane z możliwością wojny będzie działało na rynki równie niekorzystnie, jak techniczne formacje zapowiadające w następnych dniach kontynuację spadków i to zarówno na naszym rynku, jak i na rynkach zagranicznych. Po zejściu pod 1200 pkt. z większym pesymizmem bym się już wstrzymał, bo panujący niedawno tak duży optymizm na pewno nie pozwoli tak szybko na jeszcze głębsze spadki.