Przedstawiciele Unii Europejskiej, z którymi spotkał się wczoraj minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz, byli zaskoczeni wciąż dużą liczbą polskich żądań w ostatnim okresie rozmów akcesyjnych. W. Cimoszewicz, podobnie jak szefowie dyplomacji innych krajów kandydackich, spotkał się wczoraj m.in. z unijnym komisarzem do spraw rozszerzenia Guenterem Verheugenem. W. Cimoszewicz przyznał, że na polskiej liście żądań jest wciąż ponad 10 punktów. - W tej chwili wydaje się, że ruchów negocjacyjnych jest bardzo mało - powiedział minister Cimoszewicz.
Budżet i rolnictwo
Jego zdaniem, dwa najważniejsze postulaty, na załatwienie których liczy jeszcze Polska, to zwiększenie pomocy dla naszych rolników oraz rekompensaty dla budżetu państwa w pierwszych trzech latach po przystąpieniu do UE. Problemy te mogłyby zostać rozwiązane poprzez przesunięcie 25%, a nie 20%, jak proponuje Dania, z funduszy rozwoju wsi na dopłaty bezpośrednie dla rolnictwa. To pozwoliłoby naszym rolnikom uzyskać dopłaty na poziomie ok. 42% tego, co dostają obecnie farmerzy z krajów Unii. Ponadto Polska liczy, że będzie mogła także z własnego budżetu dopłacić do produkcji rolnej. Tymczasem Dania proponuje, aby wszystkie dopłaty (zarówno unijne, jak i finansowane przez nasz kraj) łącznie nie były większe niż 40% tego, co obecnie dostają rolnicy w UE.
Najbardziej drażliwym punktem rozmów w kwestiach rolnych wydaje się obecnie limit produkcyjny na mleko. Dania, która do końca roku przewodniczy Unii, zaproponowała, aby polscy rolnicy mogli produkować rocznie 9,3 mld litrów mleka. Rząd chce zwiększyć tę kwotę do 11,3 mld litrów. - Proponowany przez UE limit mleka skutkowałby upadkiem co piątego mlecznego gospodarstwa w Polsce i koniecznością dużego importu mleka do naszego kraju - uważa wiceprezes PSL Eugeniusz Kłopotek.
Za mało rekompensat