Premier Jose Manuel Durao Barroso powiedział Brytyjczykom, że muszą wziąć na siebie obowiązki jakie niesie za sobą przyjęcie wspólnej waluty, jeśli chcą odgrywać dominującą rolę w Europie. Jest to pierwsza tego typu wypowiedź szefa rządu państwa z UE, dotycząca sceptycznych wobec euro wyspiarzy. Nawiązuje bezpośrednio do nie do końca przekonywujących zapewnień brytyjskiego premiera Tony`ego Blaira, że Wielka Brytania pragnie w pełni uczestniczyć w polityce Unii Europejskiej.
Portugalski premier przyznał, że ostatecznie decyzja o porzuceniu funta leży w rękach Brytyjczyków, którzy zagłosują w przyszłorocznym referendum. Jednocześnie jednak Barroso ostrzegł, że jeśli Zjednoczone Królestwo pozostanie poza strefą euro, nie będzie w stanie wywierać decydującego wpływu na tak kluczowe sfery polityki unijnej, jak obronność czy reformy wewnętrzne - zwłaszcza w świetle przewidywanego rozszerzenia wspólnoty.
Brytyjczycy skrupulatnie jednak przypominają, że portugalska przygoda z euro nie jest bynajmniej idyllą. Portugalia jest pierwszym krajem UE, który stoi w obliczu sankcji unijnych z powodu naruszenia dyscypliny budżetowej. Deficyt Portugalii przekroczył w ub.r. wyznaczony limit 3% o ponad 1 pkt. proc. Zdaniem portugalskiej minister finansów Manueli Ferreira Leite, w tym roku już się to nie powtórzy. - Jestem absolutnie przekonana, że w 2002 r. nasz deficyt będzie poniżej 3% - oświadczyła we wtorek. Okazuje się jednak, że cena za ambicje fiskalne Portugalczyków może być wysoka. Z powodu cięć budżetowych w sektorze publicznym, tego samego dnia w Lizbonie do strajku przystąpiły związki zawodowe transportu, nauczycieli, pracowników szpitali i szkół.