Wczoraj zostały wręczone Nagrody Nobla. Wśród wyróżnionych w dziedzinie ekonomii znalazł się ekonomista-psycholog Daniel Kahneman. Laureat ze swoim wieloletnim współpracownikiem, nieżyjącym już Amosem Tverskym, stworzyli fundamenty finansów behawioralnych. Badali, jak naprawdę ludzie podejmują decyzje inwestycyjne. Wiele ich odkryć podważyło hipotezę racjonalnego inwestora.
Na początku musimy odrzucić hipotezę, że jesteśmy w pełni racjonalni. Często podejmujemy wewnętrznie sprzecznie decyzje. Ponieważ rzeczywistość jest zbyt skomplikowana, stosujemy uproszczenia. Na przykład ekstrapolujemy dotychczasowy trend ("jak było w przeszłości, tak będzie w przyszłości"). Powoduje to, niestety, absurdalne prognozy najczęściej podczas szczytu hossy i na dnie bessy. Niektórzy zapominają, że ceny akcji w jakimś jednak stopniu zależą od zysków przedsiębiorstw. Za regułę biorą ostatnie wydarzenia (wzrosty lub spadki cen), zamiast pamiętać o prawie regresji do średniej - ceny w długim terminie oscylują wokół wartości fundamentalnej.
Innym uproszczeniem przy analizie informacji jest reguła dostępności. Mówi, że ludzie wyolbrzymiają możliwość powtórzenia się zdarzeń, o których najczęściej słyszą. Środki masowego przekazu informują z reguły o wydarzeniach wyjątkowych lub skrajnych (ataki terrorystyczne, wojny). Nic więc dziwnego, że przeciętnemu zjadaczowi chleba giełda kojarzy się z aferami finansowymi, zwariowaną spekulacją i krachami. Przecież tylko wtedy pisze się o niej na pierwszych stronach gazet. Natomiast podczas ekstremalnej hossy cały czas słyszy się o zwyżkach, zyskach i fortunach. Czy początkujący inwestor zwabiony takimi rewelacjami może sobie w ogóle wyobrazić, co to są straty?
Ulegamy też "efektowi własności" (ang. endowment effect). Różnie wyceniamy przedmioty, akcje i inne aktywa w zależności od tego, czy je posiadamy czy nie. Np. gdy ktoś waha się, czy kupić akcje czy nie, to znaczy, że nie jest do końca pewien, jak zachowają się one w przyszłości. Szacuje prawdopodobieństwo wzrostu w okolicach 50%. Jednak gdy już podejmie decyzję kupna, jego subiektywne nastawienie zmienia się w kierunku niemal pewności co do przyszłego ruchu cen. Sam fakt zakupu zwiększa znacznie subiektywną wartość posiadanych walorów. Dlatego gracz nie wyobraża sobie sprzedaży ze stratą
Efekt zakotwiczenia to kolejne "skrzywienie" w naszym postrzeganiu świata. Inwestorzy uważają ostatnie poziomy cenowe za pewien punkt odniesienia. Czy akcje, których cena spadła o 50% w ostatnim tygodniu, są tanie? A te, których cena wzrosła o 50%, są drogie? Wielu uważa, że akcje, które silnie wzrosły, są drogie, a te, które silnie spadły, są tanie. Tak jak podczas posezonowej wyprzedaży ubrań patrzą tylko na kuszące napisy: "-80%" i kupują. Wielu graczy tak postępuje: kupuje, bo spadło, sprzedaje, bo wzrosło. A przecież akcje, które wzrosły, mogą być nadal atrakcyjne, a te, które spadły, nadal przewartościowane.