Ma pan rację. Dlatego my w zespole uważamy, że jeśli dzisiaj bez głębokiej analizy zaczniemy prywatyzować energetykę na zasadzie uzupełniania braków finansowych w budżecie, to wpadniemy w pułapkę. Zaklinujemy się. Jeżeli nie będziemy właścicielami sieci, to nagle okaże się, że nie będzie wiadomo, co robić z elektrowniami, bo nikt nie będzie chciał kupować tego, co wyprodukują. Wówczas będzie już za późno. Nie czarujmy się. Nikt nam niczego za darmo nie da. Inwestor zagraniczny chce zrobić w Polsce interes. I to jest normalne. Tyle tylko, że jak on zrobi tu interes, to prawdopodobnie my tego interesu z nim nie zrobimy. Bo rzeczywiście nadwyżki energii w wielu krajach są spore. Ci, którzy je mają, zrobią wszystko, by je sprzedać. My zrobiliśmy już sporo błędów. Proszę zwrócić uwagę, jak została skonstruowana umowa na tzw. kabel szwedzki. Ze Szwecji do nas energia płynie. W drugą stronę - nie ma prawa!
Mówiąc o rządowych projektach nie sposób nie wspomnieć o pomyśle stworzenia BOT-u, czyli konsolidacji elektrowni w Bełchatowie, Opolu i Turowie. Pomysł ten wywołuje u niektórych spore kontrowersje, gdyż podkopuje sytuację ekonomiczną samodzielnego Bełchatowa. Jednocześnie istnieje podobno ryzyko, że będący w złej sytuacji finansowej Turów może "położyć" BOT. Czy w związku z tym pomysł z konsolidacją tych elektrowni jest racjonalny?
Musimy zadać sobie pytanie, co chcemy osiągnąć i w jakim czasie? To pytanie o BOT wisi jednak w pewnej próżni, bo - powtórzę raz jeszcze - nie ma u nas spójnej polityki dotyczącej przyszłości sektora energetycznego. Jeżeli powstanie BOT-u ma oznaczać lepsze zarządzanie i produkcję tańszej energii, to ja pytam - kiedy tańszej? Poza tym dzisiaj na wszystkie "za" i "przeciw" BOT-u rzutuje coś, co należy przefiltrować. Myślę chociażby o opiniach zarządzających tymi spółkami, którzy - czy tego chcą, czy nie - myślą nie tylko o całości energetyki, ale również o swojej przyszłości. Swoiste będzie też patrzenie związków zawodowych, których rola w skonsolidowanej firmie ulegnie zmianie. Ktoś zyska, ktoś straci.
Natomiast jest tu i kolejna ważna sprawa. Musimy postawić pytanie, czy my w Polsce przewidujemy odtworzenie sektora energetycznego? Dzisiaj jest zadłużony Turów i Opole, a Bełchatów nie. Z prostej przyczyny. Zaczyna liczyć się u nas tzw. zwrot kapitału. Jeżeli bloki w Turowie i Opolu są dzisiaj nowoczesne, to kiedy zostaną spłacone kredyty, energia z nich będzie tania. A jeżeli Bełchatów nie będzie inwestował, to tam zaczną się kłopoty. Gdyby jednak tak było, że Bełchatów da sobie radę z inwestycjami, zadłużone Opole i Turów też spłacą kredyty dzięki kontraktom długoterminowym, to perspektywa nie wygląda źle. Dlatego w całym tym pomyśle nie widzę specjalnej szansy na sukces. Boję się, że za tym wszystkim kryje się rozwiązanie kontraktów długoterminowych kosztem BOT-u. A to jest niebezpieczne nie tylko dla Bełchatowa, również dla przyszłości energetyki.
Strategia dla sektora energetycznego, opracowana przez zespół rządowy, przewiduje prywatyzację niektórych spółek - w tym m.in. Południowego Koncernu Energetycznego - poprzez Giełdę Papierów Wartościowych. Czy jest to słuszna droga prywatyzacyjna? Niektórzy twierdzą, że więcej można dostać, próbując sprzedać PKE inwestorowi strategicznemu.