Porozumienia nie podpisały 4 centrale, w tym NSZZ Solidarność. - To pismo to deklaracja rządu, a jednocześnie zobowiązanie związków, które podpisały się pod tym. Rząd jest teraz w komfortowej sytuacji negocjacyjnej, związkowcy - w fatalnej - mówi Henryk Nakonieczny, przewodniczący górniczej "S".
Związkowcom udało się to, o co najbardziej zabiegali. Po pierwsze, likwidacja 7 nierentownych kopalń rozpocznie się najwcześniej po 31 marca przyszłego roku. O ile w ogóle nastąpi - jej zasadność ma zbadać specjalnie w tym celu powołany zespół. Po drugie, pracownicy powstającej Kompani Węglowej będą pracować z zakładowym układem zbiorowym - czyli zachowają swoje przywileje (m.in. prawo do czternastej pensji i nagrody barbórkowej). W skład Kompanii mają wejść 24 kopalnie, a nie 19 najlepszych, jak wcześniej planował rząd. A górnicy z likwidowanych kopalń i pracownicy zakładów przetwórczych mają dostać propozycje pracy na czas nieokreślony w pozostałych firmach z branży. W zamian związki (sygnatariusze porozumienia) nie ogłoszą strajku generalnego.
Według ekonomistów, z którymi rozmawialiśmy, wynegocjowany pakiet to porażka rządu. W zasadniczych punktach zmienia on założenia programu restrukturyzacji, który został przyjęty przez Radę Ministrów kilka tygodni temu.
- Wynik negocjacji oznacza słabość i bezradność rządu. Jednak nawet jego propozycje to nie było żadne rozwiązanie. To kolejny etap niekończącej się historii pod tytułem "restrukturyzacja górnictwa", z której profity czerpią management spółek węglowych i niektórzy politycy - ocenia Krzysztof Dzierżawski z Centrum im. Adama Smitha.
Zdaniem Rafała Antczaka, ekonomisty Fundacji CASE, informacje dochodzące ze Śląska to fatalne wiadomości dla gospodarki. R. Antczak obawia się reakcji łańcuchowej w innych nierentownych gałęziach przemysłu, które również mogą bronić swoich przywilejów.