Przez prawie dwa miesiące rosły notowania na amerykańskim rynku akcji. Od początku października do końca listopada wartość indeksu S&P500 zwiększyła się z 776 do 939 punktów. Niestety, gotówka skończyła się kupującym w najmniej odpowiednim momencie. Wykres indeksu S&P500 zdążył przebyć dystans od dolnego do górnego ograniczenia trendu bocznego, w którym znajduje się od końca lipca, po czym wzrosty zgasły. Skoro na rynku utrzymała się konsolidacja, to teraz czas na ruch w jej ramach w drugą stronę. Potwierdzeniem, że taki właśnie scenariusz realizuje się na giełdach amerykańskich, będzie zamknięcie sesji poniżej 874 punktów.
Szanse na wzrost
Na razie popyt wciąż ma szansę na przejęcie kontroli nad rynkiem. O powrocie do trendu wzrostowego będzie można mówić dopiero, kiedy wartość indeksu przekroczy 962 pkt. Pewną nadzieję dla byków pozostawia wykres tygodniowy S&P500. Rysuje się na nim formacja odwróconej głowy z ramionami, przy czym do jej pełnego ukształtowania jest jeszcze dość daleko. Już zbudowane lewe ramię znajduje się na poziomie 850 pkt. To właśnie najpóźniej na tej wysokości powinien zatrzymać się spadek, żeby figura ta miała szansę zmienić coś na wykresie. Kluczowe będzie zachowanie wolumenu, który powinien obniżać się ze spadkiem wartości indeksu. Na razie tak właśnie się dzieje - od kiedy w trakcie pierwszej sesji grudnia S&P500 osiągnął 954 pkt. i rozpoczął spadek, aktywność inwestorów wyraźnie się obniżyła. Hipotetyczna formacja ma wysokość 140 punktów. Po wybiciu z niej górą moglibyśmy mieć w przyszłym roku całkiem niezłą koniunkturę na rynkach akcji. Bez względu na to, jak rozwinie się koniunktura w dłuższej perspektywie uważam, że najbliższe sesje nie będą udane dla posiadaczy akcji.
Średnia Przemysłowa
potwierdza zmianę trendu