Eksperci giełdowi i uczestnicy rynku kapitałowego zastanawiają się nad dalszymi posunięciami największego banku francuskiego - BNP Paribas - po uzgodnieniu przejęcia Credit Lyonnais przez drugi co do wielkości Credit Agricole. Część specjalistów podkreśla, że BNP bardziej zależy na wzmocnieniu pozycji w atrakcyjnej we Francji bankowości detalicznej niż jego rywalowi. Credit Agricole kontroluje bowiem 22% tego rynku, podczas gdy BNP tylko 9%, co daje mu w tej dziedzinie dopiero piąte miejsce.
Dyrektor generalny BNP Paribas Michel Pebereau ma do połowy lutego czas na ewentualne złożenie kontroferty. Wówczas bowiem akcjonariusze Credit Lyonnais będą decydować o przejęciu ich banku przez Credit Agricole.
W kołach finansowych przeważa pogląd, że BNP zrezygnuje z dalszej walki. Opinię tę podziela prezes Credit Lyonnais Jean Peyrelevade. Istotnym powodem jest wyśrubowana cena, którą zaproponował zasobny w gotówkę Credit Agricole. Przewyższa ona 24-krotnie zeszłoroczny zysk Credit Lyonnais.
BNP Paribas ma zresztą inne możliwości, aby rozwijać działalność. Jedną z nich jest ewentualne ponowienie oferty przejęcia trzeciego co do wielkości banku francuskiego - Societe Generale. Pierwsza próba jego zakupu, podjęta w 1999 r., nie powiodła się. Wiele jednak przemawia przeciwko takiemu rozwiązaniu. Wartość rynkowa Societe Generale sięga 25 mld euro, wobec 19,5 mld euro w wypadku Credit Lyonnais. BNP nie dysponuje tak dużą kwotą i aby ją zgromadzić, musiałby sprzedać w ofercie publicznej własne akcje. To jednak byłoby przyjęte niechętnie przez inwestorów.
W tych warunkach niektórzy uczestnicy rynku sądzą, że na razie najlepszym wyjściem dla BNP byłoby wykorzystanie kłopotów Credit Agricole z wchłonięciem Credit Lyonnais i zwiększenie udziału w tej części rynku. Olbrzymi wydatek związany z przejęciem osłabi też pozycję finansową Credit Agricole, a tymczasem BNP pod kierownictwem Michela Pebereau jest znany z umiejętności cięcia kosztów.