Tona miedzi na giełdzie metali w Londynie kosztowała wczoraj po południu 1596 USD. Była to najniższa cena od 19 listopada i o 66 USD, a więc 4% niższa od ostatniego maksimum z 29 listopada. Zdaniem analityków, ta spadkowa tendencja ceny miedzi może jeszcze potrwać jakiś czas, gdyż nie ma żadnych oznak zapowiadających wzrost fizycznego popytu na ten metal.

Najnowsze prognozy dla najbardziej uprzemysłowionych krajów, które zużywają najwięcej miedzi, nie przewidują wyraźnego ożywienia gospodarczego wcześniej niż dopiero w drugiej połowie przyszłego roku.

Ropa naftowa zdrożała - po południu na londyńskiej giełdzie paliwowej za baryłkę gatunku Brent płacono 28,65 USD, czyli o 2,6% więcej niż na wtorkowym zamknięciu. Sygnałem do kolejnej zwyżki cen był najnowszy raport Amerykańskiego Instytutu Ropy Naftowej (API). Wynika z niego wprawdzie, że w Stanach Zjednoczonych zapasy benzyny i innych produktów rafineryjnych, w tym również oleju opałowego, spadły mniej, niż oczekiwali analitycy, ale coraz bardziej powszechna jest opinia, że skutki trwającego już trzeci tydzień strajku w Wenezueli - czwartym dostawcy ropy do USA - już wkrótce będą bardziej odczuwalne na amerykańskim rynku. Od początku strajku, a więc od 2 grudnia, jedynie trzy tankowce opuściły wenezuelskie porty, podczas gdy zazwyczaj w ciągu 17 dni przypływa ich do USA od 12 do 14.

Złoto po niedawnych ostrych zwyżkach wczoraj trochę staniało. Na popołudniowym fixingu w Londynie uncja kosztowała 338 USD, a więc o 1,1% mniej od wtorkowego rekordu. Rano cena była niższa jeszcze o dolara, ale w ciągu dnia strach przed wojną w Iraku, słabe perspektywy dolara i spadki na giełdach akcji znowu zachęciły do wzmożonych zakupów złota, uchodzącego za bezpieczną lokatę.