Zdaniem Jarosława Mulewicza z BCC, zakończenie negocjacji to nie wszystko. - Przed nami jeszcze referendum akcesyjne, ratyfikacja traktu w państwach członkowskich, przegląd wszystkich stosunków z Unią. Sukces, jakim był koniec negocjacji, to początek wytężonej pracy - mówi Jarosław Mulewicz. Według niego, styl prowadzonych rozmów z Unią nie wróży dobrze rozwojowi gospodarczemu. Przypomina, że Polska dostała więcej środków do budżetu kosztem funduszy strukturalnych. Ustalono również, że dopłaty dostaną wszyscy rolnicy i nie będzie żadnych preferencji dla gospodarstw najbardziej wydajnych, tzw. wielkotowarowych.
Według BCC, dzięki wstąpieniu do UE Polska ma szansę na pozyskanie w ciągu kilku lat dziesiątek miliardów zagranicznych inwestycji bezpośrednich. - To jest rzeczywista szansa na przyspieszenie. Te pieniądze mogą nam przemknąć koło nosa. Wtedy zostaniemy z ręką wyciągniętą w stronę unijnego budżetu - mówi J. Mulewicz.
Czarny scenariusz ziści się, jeśli rząd nie przystąpi do reform finansów publicznych, a jego pakiety wspierania przedsiębiorczości zostaną tylko na papierze. Zdaniem J. Mulewicza, zagraniczne firmy boją się barier infrastrukturalnych, na jakie mogą trafić na polskim rynku i niestabilności przepisów (zwłaszcza fiskalnych). Rodzimi przedsiębiorcy mogą zaś sobie nie poradzić z obciążeniami formalnymi, jakie ich dotkną po wejściu do UE - np. w sferze prawa pracy. Tydzień roboczy w UE trwa 40 godzin (w Polsce 42), pracownicy mają też prawo do dłuższych urlopów.
- W całej tej dyskusji nam chodzi o jedno: żeby polski produkt na unijnym rynku był dobry jakościowo i tani. Pierwszy warunek jesteśmy w stanie spełnić już teraz, drugi tylko wówczas, gdy nie będziemy mieli tak wysokich podatków i obciążeń kosztów zatrudnienia - mówi Marek Goliszewski, prezes BCC.
Organizacja uważa, że w Polsce powinna obowiązywać jedna stawka podatku dochodowego w wysokości 18-20%. BCC zamierza przygotować kilka symulacji wprowadzanych zmian. Gotowego projektu jeszcze nie ma.