Sytuacja na scenie międzynarodowej uspokoiła się przed kilkoma tygodniami i inwestorzy ignorują przedostające się do prasy plotki o rychłym konflikcie w Zatoce Perskiej. Ostatnia wypowiedź sekretarza stanu Colina Powella, że Irak odmówił inspektorom ujawnienia arsenału nielegalnej broni nie wprowadza zasadniczej zmiany do nastawienia inwestorów.
Problemem jak zwykle w ostatnich miesiącach są zyski amerykańskich korporacji. Zdaniem analityków, w pierwszych dwóch kwartałach 2003 roku wzrosną one, dla firm z S&P 500, o 12%. Choć to wciąż wysoka stopa zwrotu, niestety od października prognozy obniżyły się. Jeszcze trzy miesiące temu eksperci uważali, że w I kwartale zyski zwiększą się o 17%, a kwartał później o 16%. Obniżka oczekiwań jest aż nadto wyraźna.
W czwartek na rynek napłynęła pozytywna informacja o wskaźnikach wyprzedzających (Conference Board Index of Leading Indicators). W listopadzie wskaźnik wyniósł 112,3 pkt. i był o 0,1 pkt. wyższy niż miesiąc wcześniej. Nieznaczny wzrost indeks zawdzięcza takim składnikom, jak ceny akcji, realna podaż pieniądza, spread stóp procentowych, przeciętna tygodniowa liczba wniosków o objęcie świadczeniami z tytułu bezrobocia, oczekiwania konsumentów. Indeks rośnie, jest już 3,6% powyżej dna z marca 2001 roku. Wątpliwe jednak, że pod wpływem symbolicznego, jakby nie było, wzrostu inwestorzy rzucą się do zakupów akcji.
Czwartek przyniósł również przemówienie szefa Fed Alana Greenspana. Na forum Klubu Ekonomicznego Nowego Jorku oświadczył, że deflacja może być o wiele groźniejsza dla gospodarki niż inflacja. Stwierdzenie teoretyczne, lecz Greenspan bardzo często wyraża poglądy w sposób zawoalowany. Eksperci, którzy dokonują analizy wystąpień szefa Fed, odczytali to stwierdzenie jako swoiste przygotowywanie rynku pod spadek cen towarów konsumpcyjnych.
Mimo letargu, w jaki popadły amerykańskie rynki akcji z punktu widzenia analizy technicznej, trochę się jednak wyjaśniło. Najgorzej wygląda średnia przemysłowa Dow Jones. Ten indeks przełamał średnie kroczące oraz wsparcie listopadowe na wysokości 8400 pkt. To sygnał pogorszenia koniunktury w krótkim terminie. W dłuższym okresie sprawa jest jasna. Na głównych indeksach długoterminowa (od wiosny ubiegłego roku) linia trendu spadkowego nie została pokonana. Nie należy zatem spodziewać się kontynuacji wzrostów. John Bollinger, wypowiadając się o prognozach na najbliższy rok, stwierdził, że choć nastrój poprawia się i w 2003 roku posiadacze akcji wreszcie zarobią, to trudno oczekiwać, żeby giełdy czekał wielki rynek byka.