Reklama

Greenspan: deflacja gorsza niż inflacja

Niewiele działo się na światowych rynkach akcji podczas ostatnich sesji. Dominował trend boczny. Zbliżające się święta skłaniają firmy i inwestorów do powściągliwości w przedstawianiu niepokojących informacji i zwiększaniu aktywności. To stały wzorzec zachowań rynków. O wiele większą wagę inwestorzy przywiązują do tego, co się zdarzy w najbliższym roku. Wielu oczekuje, że po trzech "chudych" latach AD 2003 będzie rokiem dobrej koniunktury.

Publikacja: 21.12.2002 08:57

Sytuacja na scenie międzynarodowej uspokoiła się przed kilkoma tygodniami i inwestorzy ignorują przedostające się do prasy plotki o rychłym konflikcie w Zatoce Perskiej. Ostatnia wypowiedź sekretarza stanu Colina Powella, że Irak odmówił inspektorom ujawnienia arsenału nielegalnej broni nie wprowadza zasadniczej zmiany do nastawienia inwestorów.

Problemem jak zwykle w ostatnich miesiącach są zyski amerykańskich korporacji. Zdaniem analityków, w pierwszych dwóch kwartałach 2003 roku wzrosną one, dla firm z S&P 500, o 12%. Choć to wciąż wysoka stopa zwrotu, niestety od października prognozy obniżyły się. Jeszcze trzy miesiące temu eksperci uważali, że w I kwartale zyski zwiększą się o 17%, a kwartał później o 16%. Obniżka oczekiwań jest aż nadto wyraźna.

W czwartek na rynek napłynęła pozytywna informacja o wskaźnikach wyprzedzających (Conference Board Index of Leading Indicators). W listopadzie wskaźnik wyniósł 112,3 pkt. i był o 0,1 pkt. wyższy niż miesiąc wcześniej. Nieznaczny wzrost indeks zawdzięcza takim składnikom, jak ceny akcji, realna podaż pieniądza, spread stóp procentowych, przeciętna tygodniowa liczba wniosków o objęcie świadczeniami z tytułu bezrobocia, oczekiwania konsumentów. Indeks rośnie, jest już 3,6% powyżej dna z marca 2001 roku. Wątpliwe jednak, że pod wpływem symbolicznego, jakby nie było, wzrostu inwestorzy rzucą się do zakupów akcji.

Czwartek przyniósł również przemówienie szefa Fed Alana Greenspana. Na forum Klubu Ekonomicznego Nowego Jorku oświadczył, że deflacja może być o wiele groźniejsza dla gospodarki niż inflacja. Stwierdzenie teoretyczne, lecz Greenspan bardzo często wyraża poglądy w sposób zawoalowany. Eksperci, którzy dokonują analizy wystąpień szefa Fed, odczytali to stwierdzenie jako swoiste przygotowywanie rynku pod spadek cen towarów konsumpcyjnych.

Mimo letargu, w jaki popadły amerykańskie rynki akcji z punktu widzenia analizy technicznej, trochę się jednak wyjaśniło. Najgorzej wygląda średnia przemysłowa Dow Jones. Ten indeks przełamał średnie kroczące oraz wsparcie listopadowe na wysokości 8400 pkt. To sygnał pogorszenia koniunktury w krótkim terminie. W dłuższym okresie sprawa jest jasna. Na głównych indeksach długoterminowa (od wiosny ubiegłego roku) linia trendu spadkowego nie została pokonana. Nie należy zatem spodziewać się kontynuacji wzrostów. John Bollinger, wypowiadając się o prognozach na najbliższy rok, stwierdził, że choć nastrój poprawia się i w 2003 roku posiadacze akcji wreszcie zarobią, to trudno oczekiwać, żeby giełdy czekał wielki rynek byka.

Reklama
Reklama

Koniec roku skłania uznanych znawców do prognozowania tego, co się zdarzy w nadchodzącym roku. Obok Bollingera zdradził swoje przyszłoroczne oczekiwania Douglas Cliggott, były strateg J.P. Morgan. Cliggott był jedynym z grona najbardziej znanych analityków amerykańskich, który sądził, że 2002 rok zamknie się spadkiem indeksów. 2003 rok ma być podobny. Fair value S&P to, według niego, 640 pkt., czyli ponad 1/4 mniej niż wynosi wartość tego indeksu obecnie. Tak jak w roku poprzednim oczekiwania przyszłych zysków są zbyt wygórowane. Zamiast powszechnie spodziewanej 12-proc. stopy wzrostu zysków, Cliggott oczekuje najwyżej utrzymania ich tegorocznego poziomu. Jeżeli prognoza tego analityka sprawdziłaby się, to wówczas okazałoby się, że po raz czwarty z rzędu indeksy amerykańskie zakończyłyby rok pod kreską. Po raz ostatni mieliśmy z taką sytuacją do czynienia w latach 1929-1933, kiedy rynki trawiła wielka depresja.Euroland/Japonia

Nikkei 225 podąża w kierunku obranym od wielu lat. Na 14 ostatnich sesji 11 zakończyło się ukształtowaniem czarnych świec. Przekonujący dowód, że na rynku japońskim trudno zarabiać. Po raz trzeci w ostatnim kwartale Nikkei testuje istotne wsparcie w okolicach 8400 pkt. Do tej pory nie zawodziło i strach pomyśleć, dokąd podąży indeks, jeżeli tym razem nie wytrzyma naporu wyprzedających akcje.

W Eurolandzie panuje również dekoniunktura. DJ Stoxx 50 systematycznie oddala się od średnich kroczących i zbliża się do miejsca, z którego rozpoczęło się jesienne ożywienie (2270 pkt.).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama