Złoto w piątek staniało po raz pierwszy od początku tygodnia, w którym jego cena osiągnęła poziom najwyższy od prawie sześciu lat. Fundusze przystąpiły bowiem do realizacji zysków, ale uczestnicy rynku nie wykluczają dalszych zwyżek ceny tego kruszcu, zaliczanego do tak zwanych bezpiecznych lokat. Rzecz w tym, że nie znikła ani jedna z przyczyn, które spowodowały tak znaczny wzrost cen. Nadal utrzymuje się dekoniunktura na rynku akcji, dolar słabnie wobec euro i jena, a amerykański atak na Irak wydaje się tylko kwestią czasu. Na popołudniowym fixingu w Londynie uncja złota kosztowała w piątek 341,6 USD, a więc o 1% mniej niż w czwartek.
Cena ropy naftowej właściwie nie zmieniła się. Za baryłkę gatunku Brent w piątek po południu na londyńskiej giełdzie paliwowej płacono 28,35 USD, czyli o 13 centów więcej niż na czwartkowym zamknięciu i o 3 centy mniej niż przed tygodniem. O stabilizacji na tym właśnie poziomie przesądziły dwie informacje. Stany Zjednoczone i ONZ dały Irakowi jeszcze trochę czasu na dokładne policzenie broni masowego rażenia, znajdującej się w jego arsenałach, co zmniejszyło obawy o rychły wybuch wojny i wstrzymanie dostaw z tego regionu. Ponadto minister do spraw ropy Arabii Saudyjskiej Ali al-Naimi zapowiedział, że OPEC wyrówna wszelkie braki na rynku spowodowane strajkami w Wenezueli. Cena tzw. koszyka OPEC wyniosła w czwartek 29,56 USD za baryłkę, czyli o 5,6% więcej od maksymalnego poziomu 28 USD, przyjętego przez tę organizację. Deklaracja Arabii Saudyjskiej, która jest największym na świecie eksporterem ropy, wydaje się świadczyć, że OPEC poważnie traktuje stabilizację cen między 22 i 28 USD za baryłkę.
Miedź staniała w piątek o kolejne 4 USD i jej tona kosztowała po południu w Londynie 1584 USD. A więc o 1,1% mniej niż przed tygodniem.