Cena ropy naftowej wzrosła w poniedziałek do poziomu najwyższego od 2,5 miesiąca. Przyczyny były dwie - w Wenezueli rozpoczął się czwarty tydzień strajku generalnego, a wojna z Irakiem staje się coraz bardziej prawdopodobna.
Wenezuela przed strajkiem pokrywała 9% amerykańskiego importu ropy. Teraz dostarcza do USA mniej niż jedną dziesiątą tego, co wcześniej. Strajkujący zapowiedzieli kontynuowanie protestu aż do skutku, to znaczy do ustąpienia prezydenta Chavesa. Jednocześnie ministrowie OPEC oświadczyli, że przez co najmniej dwa tygodnie organizacja ta nie zwiększy wydobycia, by wyrównać ubytki na rynku spowodowane wstrzymaniem dostaw z Wenezueli.
Poniedziałkowy "The Washington Post" napisał, że w styczniu Stany Zjednoczone wydatnie zwiększą liczebność swoich wojsk w pobliżu Iraku. Wyślą tam kolejne 50 tysięcy żołnierzy, samoloty i broń pancerną, co ma umożliwić rozpoczęcie walk pod koniec stycznia lub na początku lutego. Tak więc Wenezuela i Irak windują ceny ropy. Na londyńskiej giełdzie paliwowej w poniedziałek po południu baryłka gatunku Brent z dostawą w lutym kosztowała 28,99 USD, a więc była droższa o ponad 2% niż na piątkowym zamknięciu.
Rosnące obawy o coraz bliższe rozpoczęcie amerykańskiej interwencji zbrojnej w Iraku powodują też wzrost cen złota. Wynika to nie tylko z większego zainteresowania funduszy bezpiecznymi lokatami, a za taką uchodzi złoto. Możliwość wojny z udziałem Stanów Zjednoczonych powoduje spadek kursu dolara, a to sprawia, że złoto staje się tańsze dla inwestorów europejskich i azjatyckich, co powoduje wzrost popytu. Na popołudniowym fixingu w Londynie uncja złota kosztowała w poniedziałek 343,95 USD, czyli o 0,7% więcej niż w piątek.
Miedź rozpoczęła tydzień od lekkiej zwyżki. Na londyńskiej giełdzie metali tona kosztowała 1591 USD, czyli o 5 USD więcej niż na piątkowym zamknięciu.