- Wszystko wskazuje na to, że naszą branżę czeka kolejny trudny rok. Nikt nie spodziewa się, żeby powróciły tak dobre czasy jak w latach 1999-2000 - powiedział Bloombergowi Stephan Newhouse z banku inwestycyjnego Morgan Stanley Dean Witter, odpowiedzialny za obsługę inwestorów instytucjonalnych. Od końca 2000 r., kiedy banki inwestycyjne zanotowały rekordowe wyniki, kapitalizacja dziesięciu największych z nich spadła łącznie aż o 260 mld USD. Liczba ta jest znacznie wyższa niż obecna łączna wartość rynkowa trzech potentatów - Citigroup, Merrill Lynch i Goldman Sachs.
W tym roku wartość fuzji i przejęć na świecie spadła o 29%, do najniższego poziomu od 1998 r. W konsekwencji zmniejszyła się też wartość emisji akcji i obligacji, ponieważ firmy często dokonują tych operacji po to, aby sfinansować akwizycję. W skali globalnej emisje akcji wyceniono łącznie w tym roku o 17% niżej niż w 2001 r., a wartość emisji obligacji zmniejszyła się o 13%. Te wyniki niekorzystnie odbiły się na kondycji finansowej banków inwestycyjnych, dla których obsługa fuzji i przejęć czy emisji to jedno z podstawowych źródeł zarobku.
Perspektywa dalszych zwolnień
Efektem słabszych wyników są cięcia kosztów przede wszystkim poprzez zwolnienia pracowników. W ciągu ostatnich dwóch lat zatrudnienie w największych bankach inwestycyjnych spadło średnio o 15%. Najbardziej na utratę pracy byli narażeni pracownicy działów zajmujących się obsługą fuzji i przejęć. W tym segmencie zatrudnienie spadło w 2001 r. aż o jedną czwartą, a w 2002 r. ze stanowiskami pożegnało się kolejne 25% pracowników. Łącznie w latach 2001-2002 z banków inwestycyjnych odeszło ok. 100 tys. osób. Zdaniem przedstawicieli branży, to nie wystarczy i w nadchodzącym roku nastąpią kolejne redukcje.
Fuzje z udziałem największych?