Z uwagi na świąteczny kalendarz, piątkowa sesja nie mogła należeć do emocjonujących. I rzeczywiście nie była. Przez większość czasu kontrakty poruszały się w wąskim, zaledwie 7-punktowym przedziale cenowym. Towarzyszyły temu niewielkie obroty - 5395 sztuk na serii marcowej.
Z punktu widzenia analizy technicznej nic się nie zmieniło. W dalszym ciągu rynek futures znajduje się w trendzie malejącym (już od trzech tygodni), a obserwowane ostatnio zwyżki to tylko korekta wcześniejszych spadków. I to, trzeba przyznać, korekta dość słaba. Przy całkowitym bowiem wycofaniu się podaży, strona popytowa nie zdołała podnieść rynku nawet w okolice pierwszego poważnego wsparcia, jakie tworzy połowa czarnego marubozu z 18 grudnia br. (1184 pkt.). Tym samym inwestorzy zachowują się dużo ostrożniej, niż ich koledzy z rynku kasowego, gdzie analogiczny opór został naruszony.
Taka ostrożność nie powinna jednak nikogo dziwić, jeżeli weźmie się pod uwagę obroty, jakie towarzyszyły piątkowej zwyżce indeksu dużych spółek (88,4 mln zł, z czego 55,4 mln przypadło na akcje Telekomunikacji). Wartość prognostyczna ruchów generowanych na tak niewielkich obrotach jest bowiem prawie zerowa.
Duży wpływ na słabe zachowanie kontraktów na WIG20, miała fatalna postawa niemieckiego DAX. Indeks ten w piątek ostatecznie pożegnał się z silnym średnioterminowym wsparciem na poziomie 3015 pkt. Tym samym droga do październikowego dołka (2598 pkt.) została otwarta. Z uwagi na długość konsolidacji poprzedzającej wybicie, należy przypuszczać, iż bardzo szybko dołek ten będzie testowany. Mając więc na uwadze, korelację pomiędzy warszawskim i frankfurckim parkietem należy zakładać, że lada moment również nasz rynek powędruje na południe. Jeżeli nie na najbliższych sesjach, to na pewno po Nowym Roku.