Dni między świętami są najtrudniejsze do prognozowania, gdyż trudno przewidzieć zapotrzebowanie ze strony odbiorców. Nigdy nie wiadomo, czy należy je traktować jak normalne dni pracy czy tak jak święta. Do tego nakładają się wahania pogody. Mamy przecież raz mroźną zimę, raz późną jesień (w przypadku regionu Karkonoszy - kiedy piszę te słowa, w Jeleniej Górze pada ulewny deszcz na przemian ze śniegiem). W przypadku spółek, dla których podstawowym celem jest w miarę precyzyjne zakontraktowanie się pod potrzeby odbiorców, sprawa jest dość ciężka. Jeśli ma się możliwość spekulowania, to sprawa jest o tyle wygodniejsza, że gra się przy większym wolumenie przekraczającym zapotrzebowanie. Dostawa zostanie zapewniona niezależnie od wyniku spekulacji. Wszelkie działania zależą od stopnia ekspozycji danego uczestnika rynku na ryzyko. W obu przypadkach zawsze celem nadrzędnym pozostaje uniknięcie zakupu energii na rynku bilansującym. W ostatnich dniach grudnia jego restrykcyjne oddziaływanie znacznie wzrosło, cena sięga 400 i więcej zł za 1 MWh. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę fakt, że w tym samym czasie cena średnia energii na Towarowej Giełdzie Energii SA w Warszawie wynosi między 96,84 zł/MWh a 118,08 zł/MWh. Maksymalna cena w analogicznym okresie wyniosła 145,00 zł/MWh, a minimalna cena 80,00 zł/MWh. Na Internetowej Platformie Energii cena średnia dla dostawy 30 grudnia wyniosła ok. 115 zł/MWh. Jak się ma ta cena do ceny Rynku Bilansującego, pozostawię bez komentarza. W krańcowo niekorzystnej sytuacji strata może sięgnąć 280 zł/MWh (zakup energii na RB). Jeśli oddajemy nadwyżki niezbilansowane na RB, to strata sięga 40 zł/MWh. Wyniki naszych działań w dużej części zależne są od umiejętności przewidywania zachowań odbiorców.