Minister Cytrycki nie chciał wczoraj odpowiadać na żadne pytania. Jego pierwsze publiczne wystąpienie ograniczyło się jedynie do przedstawienia własnej osoby i deklaracji współpracy z mediami. Nowego ministra skarbu za kompetencje i obycie w administracji rządowej i dyplomacji chwalili zarówno prezydent, jak i premier. - Przed ministrem Cytryckim jest łatwiejsze zadanie niż to, które stało przed ministrem Kaczmarkiem. Startuje on z wyższego poziomu, ale też postawimy przed nim większe wymagania - mówił premier Miller.
Ten wyższy poziom według premiera to efekt dotychczasowej pracy ministra Kaczmarka, który "pozostawił uporządkowaną sytuację w wielu spółkach Skarbu Państwa" i "zaawansowane programy prywatyzacyjne". Zadanie, jakie będzie miał do wykonania nowy minister, to zapewnienie co najmniej 7,4 mld zł wpływów z prywatyzacji, które mają finansować w tym roku deficyt budżetowy. Jego poprzednikowi to się nie udało. Miało być 6,6 mld zł, być może będzie niespełna 3,7 mld zł.
- Zapewnienie samych wpływów ze sprzedaży akcji państwowych firm to nie jest sztuka. Ważniejszy jest sposób jej prowadzenia. Minister skarbu powinien być osobą włączoną w tworzenie wizji polityki gospodarczej. Po za tym, musi być dużej klasy fachowcem od rynku kapitałowego. Sławomir Cytrycki prawdopodobnie się na tym zna. Zapewne będzie lepszy niż jakiś polityk, który musiałby się wszystkiego dopiero uczyć - mówi prof. Adam Noga, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.
Nowo powołany szef resortu jest - według premiera Millera - osobą, która nie budzi politycznych skojarzeń. Zna już rządowe gabinety - doradzał premierom Zbigniewowi Messnerowi i Mieczysławowi Rakowskiemu. W obecnie rządzącej ekipie był podsekretarzem stanu w Kancelarii Premiera. Jego związki z rynkiem kapitałowym to m.in. praca w zarządzie Banku Handlowego.
Według Mirosława Gronickiego, głównego ekonomisty BIG BG, jest za wcześnie na prognozowanie prowadzenia polityki prywatyzacyjnej przez nowego ministra.