Okres świąteczno-noworoczny wyraźnie się już skończył. Widać to po cenach Towarowej Giełdy Energii SA. Średnia dzienna cena bardzo szybko powróciła do poziomu przekraczającego 120 zł za 1 MWh, opuszczając "promocyjny okres".
Co do analizy sytuacji giełdowej można śmiało powiedzieć, że wraca ona do koniunktury trwającej tam już od początku grudnia. Dodajmy od razu, że koniunktury z punktu widzenia samej giełdy (wzrost obrotów = wyższa prowizja) i sprzedających energię (skokowy wzrost cen = większy zysk).
Z czego to wynika? Na tym rynku nie ma co prawda "efektu stycznia" czy "efektu poniedziałku", są natomiast całe miesiące jednostajnych zachowań. Kontrakty na energię elektryczną zawiera się zwyczajowo właśnie w perspektywie miesięcznej. Wysokie ceny i wzrost obrotów na rynku energii, to obraz zbiorowej pomyłki analityków, którzy albo nie docenili siły pogody, albo przechytrzyli się w spekulacji, albo wypadkowa przyczyn technicznych (zbyt mała ilość energii zaoferowanej na rynek przez jej producentów).
Pierwszy tydzień stycznia, z oczywistych powodów, należy wyłączyć z analiz, drugi - decydujący dla oceny tego, co może się wydarzyć do końca miesiąca - wskazuje chyba, że styczeń nie jest miesiącem generalnego niedoszacowania zużycia energii. Ceny wróciły do wysokiego poziomu siłą rozpędu, a nie z powodu ujawnienia się nagłego popytu. Rynek po prostu "nauczył" i "przyzwyczaił" graczy, że taki poziom jest właściwy.
Uczestnicy rynku pozawierali już kontrakty na cały rok, a mechanizm rynkowy zdaje się utrzymywać średnie notowania wokół poziomu cen z kontraktów dwustronnych. Niechybny to dowód na to, iż Giełda Energii zaczyna coraz dokładniej odzwierciedlać realia, wyceniając energię w sposób właściwy, a nie przypadkowy. Niewątpliwie, przyczyniło się do tego przekroczenie pewnego krytycznego minimum obrotów.