W środę, już trzeci dzień z rzędu, spadały ceny ropy naftowej na światowych rynkach. Na międzynarodowej giełdzie petrochemicznej w Londynie baryłka tego surowca kosztowała w końcu sesji 28,5 USD, wobec 29,33 USD dzień wcześniej i ponad 30 USD w poniedziałek. Do spadku notowań przyczyniło się kilka czynników, ale najważniejszym było oczekiwanie, że OPEC zdecyduje się na zwiększenie produkcji. Wśród inwestorów panuje przekonanie, że taką decyzję podejmą przedstawiciele państw członkowskich kartelu podczas weekendowego szczytu. Dzięki większemu wydobyciu OPEC pokryłby niedobory ropy występujące na rynkach ze względu na strajki w Wenezueli. Spekuluje się, że produkcja może zostać zwiększona o 2 mln baryłek dziennie. Kolejnym impulsem, który wczoraj pobudził przecenę surowca, była informacja o niespodziewanym wzroście zapasów ropy w Stanach Zjednoczonych. Departament Energetyki ujawnił, że w tygodniu kończącym się 3 stycznia zapasy tego surowca w amerykańskich rafineriach zwiększyły się o 400 tys. baryłek, do 278,7 mln baryłek.

W środę powróciły natomiast zwyżki na rynku złota. Cena uncji tego kruszcu przekroczyła w Londynie znów 350 USD i zbliżyła się do najwyższego poziomu od 6 lat. Powody, dla których złoto drożało, były takie jak zwykle. Coraz bliższa perspektywa konfliktu zbrojnego w Iraku, buńczuczna postawa Korei Północnej wobec Stanów Zjednoczonych i obawy przed atakami terrorystycznymi. Zdaniem Ellisona Chu z londyńskiego Standard Banku, dopóki istnieje realna groźba konfliktu zbrojnego na świecie, ceny złota będą się wahać w przedziale 340-360 USD za uncję.

Wczoraj nie odnotowano większych zmian cen miedzi. W kontraktach trzymiesięcznych na londyńskiej giełdzie metali płacono za tonę tego metalu w końcu sesji 1623 USD, podobnie jak dzień wcześniej.