TFI PKO/Credit Suisse, drugie na rynku pod względem zgromadzonego majątku, jeszcze w tym roku chce zmniejszyć te opłaty nawet o jedną czwartą. - Nie obawiamy się wybuchu wojny cenowej - zgodnie twierdzą przedstawiciele pozostałych TFI.
Dynamiczny wzrost aktywów funduszy inwestycyjnych (w 2002 r. ich wartość zwiększyła się dwukrotnie, do ponad 22 mld zł) powoduje, że kolejne firmy zarządzające stają się rentowne. Z wstępnych szacunków wynika, że co najmniej połowa TFI, które prowadzą działalność na rynku funduszy, zamknęła ub.r. zyskiem. Najwięcej, 23 mln zł, zarobiło TFI PKO/CS.
Towarzystwo od razu ogłosiło plany zmniejszenia opłat pobieranych od inwestorów za zarządzanie, maksymalnie o 25%. Prezes TFI Antoni Leonik zapewnia jednak, że nie chce wywołać wojny cenowej. - Nie obniżymy stawek w takim stopniu, aby były one najniższe na rynku - powiedział PARKIETOWI. - Wolimy wykorzystać to, że jesteśmy firmą dochodową, aby zaoferować nowe usługi, niż tylko zbijać opłaty - dodał. Znacząca obniżka stawek byłaby korzystna dla inwestorów. Ale mniejsze, nierentowne, towarzystwa mogłyby jej nie przetrwać.
Na razie konkurenci nie czują się zagrożeni. Zwracają uwagę, że koszty funduszu obligacyjnego, najważniejszego w ofercie PKO/CS, są obecnie dosyć wysokie na tle rynku. Wynoszą one maksymalnie 2,6% w skali roku. Po obniżeniu o jedną czwartą spadłyby więc do 2%. Tyle samo w swoim funduszu papierów dłużnych pobiera w tej chwili Pioneer. Towarzystwo to obniżyło opłaty za zarządzanie w ub.r. Na razie nie wiadomo, kiedy będą kolejne redukcje, chociaż TFI oczekuje dalszego wzrostu aktywów w tym roku.
- Obniżamy opłaty nie od dziś. To jest część pewnego procesu związanego z wchodzeniem do Unii Europejskiej. W tej chwili nie chcę się do niczego zobowiązywać - mówi Zbigniew Jagiełło, prezes Pioneer Pekao TFI. Po wejściu Polski do UE zagraniczne firmy będą mogły bez ograniczeń oferować u nas swoje fundusze, bez konieczności tworzenia do tego towarzystw. Znacząco zwiększy to konkurencyjność na rynku.